A co, jeśli przeceniamy Lewandowskiego?

Chciałbym zacząć od tego, że wiem jaki status ma w Polsce Robert Lewandowski, i że dawno nie mieliśmy w naszym kraju tak dobrego zawodnika… Przez co zdaję sobie sprawę z tego, iż ten tekst zostanie odebrany bardzo krytycznie, niemniej jednak, mam dziś chęć do krótkiego przedstawienia swojej opinii dotyczącej tego zawodnika. I to zrobię.

Muszę coś zaznaczyć na samym wstępie – już właściwej treści tekstu: naprawdę szanuję Lewego, jest według mnie najlepszym piłkarzem po Zbigniewie Bońku jakiego polska piłka widziała oraz, w moim prywatnym rankingu, znajduje się (w obecnej formie) w pierwszej trzydziestce najlepszych futbolistów na świecie, a kiedy jest w gazie – uważam go za jednego z dziesięciu najlepszych. To musi budzić szacunek, ponadto odczuwam do niego ogromną sympatię z oczywistego względu – RL9 jest moim rodakiem.

Jednak – nie ukrywajmy – jak w naszym kraju często potrafimy szybko kogoś skreślić, tak i w nie mniejszym tempie również wrzucić na szczyt, przypadek Roberta Lewandowskiego najlepiej to pokazuje. Nie potrafimy powiedzieć, że ktoś jest jednym z najlepszych lub średni, według nas ktoś jest albo najlepszy albo słaby… Jeszcze raz powtórzę: przypadek polskiego napastnika kapitalnie to obrazuje. Podam prosty przykład – Złota Piłka. W Polsce co roku dywagujemy czy Robert otrzyma tą nagrodę, mówimy „W tym roku jest faworytem”, natomiast za granicą nawet nie biorą naszego rodaka pod uwagę jako potencjalnego laureata. A on sam jeszcze nigdy nie był choćby w pierwszej trójce tego rankingu. Wymowne, prawda?

To jest zdecydowany problem w polskiej mentalności. My ślepo wierzymy, że, że Lewandowski w świecie wielkiej piłki, jest na szczycie, stawiamy jego umiejętności na równi z tymi Messiego, Ronaldo czy Neymara, uważamy, że jedyne co nie pozwala Lewemu sięgnąć w końcu po Złotą Piłkę jest to, iż wspomniana trójka, czy kilku innych są po prostu bardziej znani, są lepszym towarem marketingowym. Niestety, to błąd. Spójrzmy bowiem na ostatni rok, gdzie Lewandowski zajął w plebiscycie France Football wysokie dziewiąte miejsce, w moim mniemaniu – adekwatne do tego co osiągnął w 2017 roku, ale również – przede wszystkim – do jego umiejętności. Natomiast zajmijmy się tym kto był miejsce przed Polakiem? N’Golo Kante! Nie ukrywajmy – marketingową bestią Francuz nie jest. Spójrzmy sobie na Instagram środkowego pomocnika – jak byk – 2,8 miliona followersów, a RL9? 12,7 miliona! Mit obalony. Może po prostu faktycznie jest na świecie kilku lepszych od napastnika Bayernu?

Kończąc już mój krótki wywód, powiem raz jeszcze: uwielbiam Lewego, jest przekotem, jednym z najlepszych napastników na świecie – kiedy ma formę, a nawet jeśli znajduje się pod nią (pod formą) – jak obecnie, dalej jest jedną z najmocniej kąsających dziewiątek, jednak – nie przesadzajmy – nawet gdy Robert był w gazie, strzelał bramkę za bramką to, nigdy nie był najlepszy na świecie i obawiam się, że nigdy nie będzie. Nawet jeśli polscy dziennikarze po kolejnej dobrej serii kolejny raz obwieszczą go bogiem futbolu…

Comments

comments