Ciekawy przypadek Armando Sadiku

Mamy frajera zimowego okienka transferowego 2018. Zostaje nim hiszpański klub – Levante, ten tytuł przyznaję im za ‚kapitalny ruch transferowy’ jakim niewątpliwie jest pozyskanie Armando Sadiku z Legi Warszawa. Brawo! Zawsze jakieś wyróżnienie…

Żeby było jasne, nie mówię, że ten transfer nie wypali na 100%, bo tego powiedzieć nie można nigdy. Jednak chodzi o prawdopodobieństwo tego czy dany zawodnik się w konkretnym klubie odnajdzie czy nie. A w przypadku kiedy grajek, który w swojej karierze seniorskiej poradził sobie tylko w jedynym miejscu, w Szwajcarii. I żebyśmy się dobrze zrozumieli, to była 2 liga szwajcarska. Można wywnioskować, że w La Liga również nie będzie błyszczał…

Armando Sadiku bowiem nigdzie poza zapleczem szwajcarskiej ekstraklasy nie wykręcił dwucyfrowej liczby goli w jednym sezonie, a – trzeba też przyznać, że w najlepszych ligach świata to on dotąd nie występował. Poza Challange League mogliśmy podziwiać jego umiejętności, wycenione przez szefów Levante na milion euro, w takich rozgrywkach krajowych jak: 3 liga szwajcarska, albańska ekstraklasa, szwajcarska ekstraklasa oraz nasza – polska ekstraklasa… Nie widzę więc na ten moment żadnych przesłanek, które pozwalały by sądzić, że Sadiku wypali w lidze hiszpańskiej.

Trzeba też dodać, że mimo, iż Armando dopiero teraz będzie miał możliwość występów w tak silnej lidze to dotąd o każdym klubie, w którym był zatrudniony mówi się jako o najlepszym w danej lidze (chodzi mi np. o warszawską Legię czy szwajcarski Fc Zurich), a jak wspominałem nigdzie (poza 2 ligą szwajcarską) nie był w stanie zdobyć w jednym sezonie choćby 10 goli!

Nie sposób w takim wypadku, nie docenić pracy jaką wykonuje, za każdym razem, transfer za transferem, agencja menedżerów piłkarskich do której należy albański supersnajper: Lian Sport. Ów agencja ma pod swoim skrzydłami też dużo większe nazwiska niż Sadiku, bo reprezentują m.in.: Ivana Perisicia czy Marcosa Alonso. Mówi się o nich (o tej firmie) że są najskuteczniejszą agencją na świecie (pomijając oczywiście menedżerów piłkarskich, którzy działają sami). Nie będę tego oceniał, jednak przykład Albańczyka pokazuje, że faktycznie – może coś w tym jest…

Regularnie bowiem od 2009 roku, kiedy to Sadiku rozpoczął karierę ‚seniorską’, idzie do przodu jako zawodnik: najpierw był lidze albańskiej, później poszedł do 2 ligi szwajcarskiej, następnie trafił do przeciętniaka z najwyższego szczebla ligowego w Szwajcarii, a później znalazł się już w Fc Zurich, gdzie sobie kompletnie nie poradził, lecz po tym jak był dwukrotnie wypożyczany wrócił do najsilniejszego zespołu z kraju Czerwonego Krzyża i znów nie był tam kluczowym zawodnikiem, ale – nie wiedzieć czemu – sprowadziła go Legia. W Warszawie również, jak wszyscy wiemy, nie pokazywał nic specjalnego, można go nawet nazwać niewypałem transferowym. A tu BAM! Zgłasza się po niego Levante, rzucając na stół milion euro. Mimo, że nigdy (poza epizodem w 2 lidze Szwajcarskiej) liczbami ani tym bardziej grą albański napastnik się nie bronił… Ktoś jest w stanie wyjaśnić mi: o co w ogóle chodzi?

Strach pomyśleć gdzie Armando Sadiku będzie grał za dwa/trzy lata…

 

Comments

comments