Czeka nas Klasyk nad Klasykami?

Mimo iż wiadomym jest, że mecze, w których Real Madryt podejmuje Fc Barcelonę (lub na odwrót) zawsze elektryzowały, elektryzują i elektryzować będą. To jutrzejsze starcie, dwóch najlepszych drużyn w historii futbolu (?), głównie przez dwa „smaczki” na papierze wygląda jeszcze ciekawiej niż „przeciętne El Clasico„…

Pierwszym i chyba najważniejszym aspektem, który sprawia, że najbliższy Klasyk, będzie ponad innymi jest bez wątpienia to, że jutrzejszy mecz może całkowicie przesądzić o tym, kto zdobędzie Mistrzostwo Hiszpanii. Rzadko bowiem w historii, El Clasico był „coś więcej niż meczem” – nie chodzi mi – rzecz jasna – o sam prestiż tego spotkania, bo w tym aspekcie wszystkie batalie obu tych zespołów moglibyśmy, właśnie tak nazwać, ale tym razem rozchodzi się również o tabelę ligową… Przecież jeśli jutro zwycięzcą zostanie Real to, Barcelona – choćby skały srały – nie odrobi 6-punktowej straty, ponieważ do końca sezonu pozostanie wówczas zaledwie pięć kolejek… Ponadto przecież nie wolno zapominać o tym iż Real ma jeden mecz zaległy i swoją przewagę mogą zwiększyć, później nawet do 9 oczek, ale tak naprawdę – nie oszukując się – 6 punktów, na tym etapie rozgrywek, tak czy siak przekreśla jakiekolwiek szanse na mistrzostwo Dumy Katalonii, która jutro nie może pozwolić sobie na jakąkolwiek stratę punktów… Jednak jeśli to Barcelona wyjdzie z jutrzejszego pojedynku zwycięsko to… „gra o tron” będzie trwała do ostatniej kolejki. Przyjmując, że podopieczni Enrique faktycznie jutro zgarną całą pulę, a drużyna prowadzona przez Zidane’a wygra nawet mecz zaległy (co wcale przecież nie jest takie pewne) to wystarczyć będzie jedno potknięcie Galacticos (które Blaugrana oczywiście będzie musiała wykorzystać) i przez słabszy bilans bramkowy drużyna z Madrytu spadnie na drugie miejsce w tabeli… A to potknięcie (przynajmniej jedno) na 99,9% przydarzy się jeszcze w tym sezonie ligowym Realowi, bowiem grają oni przecież w europejskich rozgrywkach, z których – we wtorek – odpadła Barcelona. Mam na myśli oczywiście Ligę Mistrzów… Co za tym idzie Zidane, będzie zmuszony do częstszych rotacji na finiszu tego sezonu niż Luis Enrique (tylko broń Boże, żeby Ronadlo na ławce nie posadził…) co w moim mniemaniu poskutkuje tym, że Real potknie się – jeszcze przynajmniej raz…

***

Drugim smaczkiem jest (nieszczęsny) Neymar, który przez swoją głupotę sam wyautował siebie z występu w Klasyku… A raczej wydawać by się mogło jeszcze kilka tygodni temu, że się wyautował. Bowiem chytrzy włodarze Blaugrany postanowili nie odwoływać się do kary, jak najszybciej, ale… możliwie jak najpóźniej… Działacze Katalończyków złożyli wniosek odwołujący się do sankcji, nałożonej przez Trybunał Administracyjny ds. sportu dopiero w piątek o 13:00, a jak podaje Mundo Deportivo włodarze mieli czas do godziny 15:00. Jednak „pech chciał”, że TAD zakończył swoje zebranie wcześniej, jak mają to w swym zwyczaju (o tym Katalończycy doskonale wiedzieli) i wniosku nikt nie rozpatrzył… Następne zebranie TAD’u będzie miało miejsce dopiero 28 kwietnia, zgodnie więc z prawem krajowym Hiszpanii, Neymar może w jutrzejszym Klasyku zagrać, gdyż zapis na ten temat brzmi: „sankcje obowiązują, gdy zostaną wykorzystane wszystkie środki odwoławcze” – a przecież Barca jeszcze „wszystkich środków odwoławczych” – nie wykorzystała… Ponadto! Taki sam zapis widnieje w regulaminie hiszpańskiej federacji piłkarskiej. Jest jednak jeden problem, który sprawia, że sytuacja staje się patowa… Mianowicie zapis w regulaminie rozgrywek La Ligi na temat sankcji nałożonych na piłkarzy jest całkowicie odmienny od tych, które występują w prawie hiszpańskim oraz federacji piłkarskiej tego kraju. Zgodnie z nim Neymar nie może wziąć udziału w najbliższym ligowym meczu (El Clasico), ani nawet w następnym spotkaniu przeciwko Osasunie!

W tej sytuacji prawdopodobne są trzy scenariusze. Pierwszy to taki, że zostanie zwołane nadzwyczajne zebranie TAD’u, w tym wypadku prawdopodobnie wniosek Barcelony zostanie szybko odrzucony i wszyscy się rozejdą… Problem jednak w tym, że takie rzeczy jak nadzwyczajne zebranie tego trybunału, mają miejsce, bardzo rzadko. Ba, sam prezes TAD powiedział, że taka opcja nie wchodzi w rachubę… Drugi scenariusz (chyba najbardziej prawdopodobny) to taki, że Luis Enrique po prostu nie wystawi Neymara w jutrzejszym spotkaniu, z obawy o walkower… No i trzecia – ta z kolei najbardziej absurdalna, opcja jest taka, że bez żadnej decyzji TAD’u, bazując tylko (albo aż) na luce (bo tak to chyba trzeba nazwać) w regulaminie hiszpańskiej federacji piłkarskiej oraz w prawie krajowym, barw Barcelony przeciwko Realowi – będzie bronił głupiutki Neymar, który narobił tyle zamieszania tylko dlatego, że w meczu nieważnym (bowiem porównując mecz Dumy Katalonii przeciw Maladze – do El Clasico – spotkanie, w którym Blaugrana mierzyła się z zespołem Boquerones, było praktycznie… jak powiedziałem wcześniej – nieważne) przypałętał mu się głupi pomysł, by ironicznie klaskać arbitrowi, ewidentnie podważając jego autorytet…

***

Podsumowując. Jutrzejszy Klasyk (w przypadku wygranej Realu) na pewno przesądzi o tym, kto zostanie mistrzem Hiszpanii. Jednak, jeśli sensacyjnie jutro na Santiago Bernabeu – Barca wygra, to pozostanie w grze o krajowe trofeum.

Jeśli chodzi o sytuację Neymara, to dla widowiska – wiadomym jest – że lepiej byłoby gdyby zagrał, lecz szansę na to są… mimo wszystko nikłe. Jednak, gdyby reprezentant Canarinhos został przez Luisa Enrique wystawiony w jutrzejszym meczu, a Barcelona nie została w żaden sposób ukarana to należałoby oddać działaczom klubu z Katalonii, że rozegrali sprawę z sankcją nałożoną na Brazylijczyka – mistrzowsko!

Swoją drogą, jeszcze ciekawiej byłoby gdyby obecnego Mistrza Hiszpanii, ukarano walkowerem. Czego oczywiście im, ani nikomu innemu – nie życzę, bo chyba wszyscy pamiętamy jak pewien polski zespół został w ten sposób „napomniany” … Ale – tak jak mówiłem – chociaż coś by się działo… Aczkolwiek zapewne – nawet bez tego nieszczęsnego walkowera, po niedzielnym Klasyku na brak wrażeń nie będziemy mogli narzekać…

Comments

comments