Czy Szymański podzieli los Kapustki?

Sebastian Szymański zanotował wczoraj naprawdę dobry występ przeciwko Koronie Kielce w 33 kolejce polskiej Lotto Ekstraklasy. 18-latek od początku spotkania był największym zagrożeniem dla strzegącego bramki Złocisto-Krwistych  Alomerovicia. Wychowanek Borussii Dortmund w pierwszej części meczu, zatrzymał kilka razy ofensywnego pomocnika Wojskowych, jednak w 47 minucie po strzale młodziana zza szesnastki, nie mógł już nic poradzić i skapitulował. Jak to u nas w Polsce bywa: kiedy jakikolwiek młody piłkarz zagra jedno czy dwa dobre spotkania, od razu staje się wielkim prospektem dla całej narodowej piłki… Tak też jest w przypadku Szymańskiego. Czy słusznie?

Jeśli miałbym scharakteryzować Sebastiana Szymańskiego na podstawie tego co pokazał dotychczas w poważnych rozgrywkach, bo – umówmy się – występy w polskiej trzeciej lidze czy juniorach, gdzie również ten zawodnik jeszcze w tym sezonie grywał, do najpoważniejszych nie należą. Złośliwi powiedzą, że samej Ekstraklasy i wczesnych etapów Kwalifikacji do Champions League nie można zaliczyć do zaszczytnego grona ‚poważnych rozgrywek’, jednak – my przyjmijmy, że można.

Wracając do 18-latka i jego charakterystyki piłkarskiej w moim wykonaniu… Ja widzę Sebastiana, bardziej jako ofensywnego środkowego pomocnika niż skrzydłowego. Zresztą, on sam twierdzi, że na 10-tce czuje się najlepiej.

Jeśli chodzi o jego atuty, to do takowych możemy zaliczyć bez wątpienia: dobrą lewą nogę, a co za tym idzie dobre stałe fragmenty wykonywane właśnie tą stopą, niezły przegląd pola – trzeba przyznać, że ten chłopak widzi na boisku całkiem sporo. Idąc dalej, muszę docenić również to, że Sebek – mówiąc kolokwialnie – czuje grę: kiedy trzeba, zagra na jeden czy dwa kontakty, a kiedy trzeba poprowadzić, czy wdać się w pojedynek 1 na 1 – zazwyczaj to robi. No właśnie, jeśli już przy pojedynkach 1 na 1 jesteśmy, zdaje się, że drybling również stoi u 18-letniego piłkarza Legii na solidnym poziomie, dopóki nie musi się z kimś zetrzeć ‚bark w bark’, ale o wadach za chwilę…

Teraz zrobi się troszeczkę mniej słodko, bo właśnie przejdę do wywołanych przed sekundą wad, które wyłapałem w grze Szymańskiego. I jak zapewne wszyscy wiedzą, jeśli chodzi o sprawy czysto piłkarskie to za bardzo nie ma się do czego przyczepić, bo po prostu jak na warunki polskiej Ekstraklasy, Sebastian jest naprawdę dobrym technicznie oraz niewiele gorszym taktycznie piłkarzem.

Jednak, to że 18-latek ma wiele cech pozytywnych patrząc na jego wyszkolenie piłkarskie nie znaczy, że nie ma wad. Zresztą, inaczej byłby dziś w Barcelonie, a nie w Warszawie…

Ogromne braki widać bowiem u Sebastiana Szymańskiego w przygotowaniu fizycznym. Nie ma chyba w całej stawce szesnastu ekstraklasowych ekip piłkarza, bardziej wątłego, mówiąc wprost – słabego fizycznie grajka. Powiem więcej: nie przypominam sobie, żadnego wygranego pojedynku ‚ciało w ciało’ przez bohatera dzisiejszego tekstu, w tym sezonie! Jeśli chodzi o sprawy motoryczne – nie ukrywajmy – też mogłoby w tym aspekcie być o wiele lepiej… Bowiem młody zawodnik Legii nie jest w stanie wygrać choćby większości sprintów przeciwko bocznym obrońcom czy defensywnym pomocnikom (w zależności gdzie gra), a zazwyczaj przeciwko demonom prędkości to on się nie mierzy. Takowych piłkarzy jest po prostu ‚u nas’ jak na lekarstwo… Dużo do poprawy jest również w kwestii wydolności Sebastiana i choć rozumiem, że przeskok z piłki juniorskiej do seniorskiej jest w tym aspekcie szczególnie bolesny, to na żadnym szczeblu nie można pozwolić na to by w ostatnich 10-15 minutach biegać jakby w slow motion…

No i ostatnią wyłapaną przeze mnie wadą jest: gra Szymańskiego słabszą, prawą nogą. Z perspektywy trybun czy nawet z przed telewizora widać jak Sebastian unika gry obiema nogami, a wszystkie akcje w swoim wykonaniu stara się zaczynać, prowadzić i kończyć lewą stopą. Nie ciężko dojść do wniosku, że zawodnicy bardziej kumaci niż Ci – nie urażając nikogo – z Korony Kielce, wykluczyli by Sebastiana bardzo łatwo.

*

Jeśli chodzi o Sebastiana Szymańskiego to dziwi i martwi mnie jedna rzecz. Mianowicie: niechęć do poprawy swoich wad. Najlepiej widać to w ostatnim wywiadzie, którego udzielił redaktorce Przeglądu Sportowego – Izie Koprowiak. Gdzie sam mówi otwarcie: „Uważam, że bardziej liczą się walka i zaangażowanie, niż warunki fizyczne.” – może w Ekstraklasie tak… Jednak chyba Sebek sam powinien dojść do wniosku, dlaczego tak łatwo nie gra mu się na poziomie reprezentacyjnym… A nie chodzi przecież nawet o pierwszą reprezentację, tylko tą U-21, gdzie ani razu 18-latek jeszcze nie błysnął.

Młody zawodnik Legii tłumaczy się tym, że w przeszłości miewał problemy z plecami i nie chce poprzez ćwiczenia na siłowni odnowić urazu. W takim wypadku – coś nie gra. Nie chcę mi się wierzyć, że problemy z odcinkiem lędźwiowym – udało mi się ustalić, że to właśnie w tej części pleców Sebastian odczuwał niegdyś dyskomfort – były spowodowane treningami na siłowni. A jeśli tak, to  – nie trzeba daleko szukać – w sztabie Legii znajdują się doskonali lekarze i fizjoterapeuci oraz trenerzy przygotowania fizycznego, którzy po wspólnej konsultacji, z pewnością byliby w stanie ułożyć doskonały plan treningowy, po to by Seba stał się silniejszy, bardziej masywny, a przy okazji wzmocnił plecy. Trzeba tylko chcieć…

Wszystkim tym, którzy tak bardzo zachwalają poczynania Szymańskiego przypominam tylko przypadek Bartka Kapustki, który w Ekstraklasie z przeciwnikami się wręcz bawił, ba pojechał nawet na Euro 2016 i przeciwko Irlandii Północnej był w stanie pokazać pełnię swych możliwości. Jemu też wydawało się, że jeśli ma wiele zalet czysto piłkarskich, tylko kwestią czasu jest aż podbije świat. Jednak wyjazd na zachód szybko te plany zweryfikował: Kapi zaliczył na szczeblu ligowym od czasu wyprowadzki z Krakowa siedem spotkań (żadnego w pełnym wymiarze czasowym), a mija przecież drugi rok…

Miejmy jednak nadzieję, że poza wagą (obaj ważą 60 kg) Szymańskiego i Kapustki nie łączy tak wiele jak dziś może się wydawać…

Comments

comments