Czym się zachwycamy? 34-letnim dziadkiem? Czy gościem, który nie rozegrał w tym sezonie, ani minuty?

Wojskowi już od początku, obecnie trwającego – zimowego okienka transferowego są bardzo aktywni. Na Łazienkowską trafili już bowiem Eduardo i Antolić. Za chwilę natomiast Dariusz Mioduski przyklepie transfer Williama Remy’ego. Piłkarze, których sprowadzono do Warszawy to naprawdę znani, w całej Europie zawodnicy, jednak odpowiedniej formy możemy być ‚pewni’ tylko u jednego z nich…

*

Zacznijmy od tego, że – naprawdę – cieszy to iż zarówno prezesi polskich klubów jak i dyrektorzy sportowi tam pracujący, zaczynają rozumieć, że jeśli sprowadza się zawodników do klubu (a już w ogóle jeśli chodzi o zimowe okienko transferowe) to jest różnica, czy Ci zostaną zatrudnieni tuż przed zamknięciem okna transferowego, czy na jego początku. Bowiem tylko dobry piłkarz (i to nie każdy) może od razu, bez treningów z drużyną: wejść i zacząć grać swoje. Natomiast na naszym podwórku, sytuacja jest jaka jest i wiadomo, że polskich klubów – nawet tych najbogatszych – nie stać na sprowadzenie zawodników na tyle kumatych… Wracając do chwalenia. Nie chodzi nawet o samą Legię, która mimo wszystko jest w tym wypadku najlepszym przykładem, z tego względu, że przeprowadza najgłośniejsze transfery, za najgrubsze pieniądze, ale taki Lech czy Wisła Płock, również mają obecnie, zarejestrowanych po dwóch nowych grajków. Tu duży plus.

*

Jednak niestety dalej panuje w Legii wirus, który mimo tego, że jest bardzo częsty (chyba) jeszcze nie posiada swojej nazwy. Mowa o piłkarzach, którzy kiedyś grali, a teraz tylko pogrywają. Często bowiem zamiast zawodnika w Polsce sprowadza się nazwisko i to jest problem. Nie mówię, że Eduardo da Silva w Legii będzie grał słabo, na sto procent. Jednak, jeśli dziś miałbym dziś zabawić się w typera, to postawiłbym duże pieniążki na to, że transfer 34-latka będzie można za pół roku nazwać niewypałem. Bowiem, kiedy spojrzymy na niego jak na piłkarza, którym jest teraz, nie mając na względzie jego fajnego, bo fajnego (nie ma co się kłócić) piłkarskiego CV, to widzimy: 34-letniego dziadka, który ostatniego gola strzelił w kwietniu ubiegłego roku… A, Legia, najbogatszy klub w Polsce wydaje na takiego grajka 6 milionów polskich złotych oraz proponuje mu ogromną, jak na nasze warunki, tygodniówkę…

Jest tylu zawodników, których można by ściągnąć do Legii, grających – w naprawdę – najlepszych ligach świata. Może i nie stać żadnego polskiego klubu na podstawowych graczy z klubów La Ligi czy Serie A, ale spójrzmy na tych drugich czy trzecich w hierarchii. Bo warto! Taki Hernan Toledo, trzeci napastnik Las Palmas, który spędził na hiszpańskich boiskach w tym sezonie zaledwie 176 minut, z uwagi na to, że jego menedżer preferuje grę jednym napastnikiem, a oprócz Toledo chętnymi do gry są gwiazdy takie jak: Loic Remy czy Jonathan Calleri (którzy zresztą są kompletnie bez formy, jednak trener dalej na nich stawia, cóż przyzwyczailiśmy się już chyba do tego, że w klubie z Wysp Kanaryjskich, panuje – lekko mówiąc – dziwna polityka). 21-latek strzelił w tym czasie gola i zaliczył asystę, nie ma wątpliwości, że pozamiatałby Ekstraklasę, a jest wyceniany na milion euro (przez Transfermarkt)… Takich grajków jest w Europie kilkudziesięciu, natomiast najbogatszy klub w Polsce woli sprowadzić… 34-letniego Eduardo, który niespecjalnie wyróżniał się na tle piłkarzy z brazylijskiej ligi. No ludzie święci!

Przejdźmy teraz do drugiego, pewnego już transferu przeprowadzonego przez klub ze stolicy. Mowa o Domagoju Antoliciu, który od dzieciaka grał w Dinamie Zagrzeb, rozegrał tam (w pierwszym zespole) grubo ponad 200 spotkań, a w tym sezonie pełnił funkcję kapitana. I akurat, nie można się do tego transferu przyczepić, to kapitalny ruch, o to właśnie chodzi! Jeśli nie sprowadzamy mniej grających piłkarzy z najlepszych zachodnich lig, to skupujmy gwiazdy z krajów, dla których to my jesteśmy zachodem. W wypadku tych przenosin, nie ma się do czego przyczepić: chłop jest ograny, na swoim podwórku, ale również na międzynarodowym, w najlepszym dla piłkarza wieku. Jeszcze raz powtarzam, kapitalny ruch ze strony włodarzy Mistrza Polski! I oczywiście, ciągle jest to ryzyko, że w Polsce Chorwatowi się nie powiedzie (jak przy każdym transferze) i również będzie go trzeba nazwać za pół roku niewypałem transferowym, ale szansę na to są nieporównywalnie mniejsze niż w przypadku Eduardo….

No i na koniec, transfer, który jeszcze do skutku nie doszedł, ale jest to prawdopodobnie kwestia kilku dni (oby nie). Mowa o Williamie Remy’m, który jest graczem Montpellier. Fajnie się czyta artykuły: „Piłkarz Ligue 1 trafi do Legii” – rozumiem, ale znów powtarzam: Ludzie święci! Ten chłopak w obecnym sezonie rozegrał oszałamiającą, okrągłą liczbę minut wynoszącą: 0, mimo żadnej kontuzji! Nie o takie transfery piłkarzy z najlepszych lig w Europie mi chodziło! Miałem na myśli grajków, którzy nie grają, bo albo mają za dużą konkurencję na swojej pozycji albo nie potrafią się dogadać z drużyną, cokolwiek… A na pewno nie tych, którzy nie grają, bo są za słabi! Kiedy sprawdzałem to z kim na co dzień musi rywalizować o miejsce w składzie mistrza Francjica z 2012 roku ten środkowy obroń, to przypadkowo zobaczyłem, że Flaschscore nie uwzględnia go nawet jako piłkarza tego klubu! Rozumiecie teraz skalę tego, w jakiej dupie jest Remy jeśli chodzi o jego miejsce w selekcji francuskiego zespołu? Zdaję się, że ormiański trener Montpellier prędzej posłałby na środek obrony kierownika zespołu niż Williama. A Legia chce go sprowadzić, bo dwa lata temu, regularnie w tym klubie grał.

Naprawdę żyjemy w czasach, w których polskiemu klubowi bliżej do muzeum (bo trafia się tam za zasługi z przeszłości) niż do poważnej firmy?

Eh, polska piłka jest śmieszna… Całe szczęście, że dziś już tylko ta klubowa.

Comments

comments