„Dlatego, powiadam Ci Kamil: uciekaj stamtąd, w te pędy!”

Gdy już kolejkę przed końcem ubiegłej kampanii Premier League okazało się, że Hull City spada do Championship, dla piłkarzy takich jak: Clucas, Maguire czy Grosicki celem było trafienie do klubów występujących w angielskiej pierwszej klasie rozgrywkowej. Jak wiemy – dwóm ze wspomnianej trójki się to udało, jednemu nie. Niestety tym, który musi dziś walczyć z Tygrysami w najbardziej fizycznej lidze świata jest Polak…

Celem Leonida Słuckiego było ponowne wprowadzenie Hull do Premier League, a wiodącą postacią miał być Kamil Grosicki. Niestety, chodź Polak przeżywa obecnie najlepszy okres w swojej karierze, sam nie da rady poradzić sobie z rywalami. Za bilans czterech zwycięstw, czterech remisów i aż ośmiu ligowych porażek nie chcę też zwalać całej winy na 46-letniego szkoleniowca, bo ten po prostu ma do czynienia z najsłabszą ekipą jaką kibice Tygrysów widzieli „u siebie” od lat…

Z zespołu, po spadku uciekło aż dwudziestu piłkarzy, w tym połowa kluczowych… I choć przyszło na ich miejsce dwunastu innych, co wcale, przecież nie jest małą liczbą, to jakość nowych piłkarzy jest mizerna, nawet jak na standardy Championship. Żeby nie było – nic tej lidze nie ujmuję, bo jestem pewien, że z grającymi tam zakapiorami nie poradziłby sobie żaden zespół z naszej Ekstraklasy, jednak przeskok poziomu, czysto-piłkarskiego między Premier League, a Championship – uwierzcie – jest ogromny.

Kontynuując sprawę letnich transferów przeprowadzonych przez włodarzy Hull w letnim okienku transferowym. Tak – uważam, że to właśnie złe transfery włodarzy The Tigers są główną przyczyną ogromnego kryzysu panującego w klubie. Na przełomie czerwca i lipca do klubu przyszli tacy piłkarze jak: Kevin Stewart, Nouha Dicko, Jon Toral, Stephen Kingsley, Jackson Irvine, Ondrej Mazuch, Sebastian Larsson, Fraizer Campbell, Ola Aina, Michael Hector, Fikayo Tomori i Jonathan Edwards. Kiedy więc spojrzymy z jakich klubów przyszli Ci zawodnicy, to widzimy, że aż ośmiu z nich grało w poprzednim sezonie w Premier League. No, może akurat, w tym przypadku słowo „grało” jest słowem zbyt wielkim, powinienem raczej użyć sformułowania: dwunastu zawodników było zatrudnionych w klubach z Premier League. To właśnie jest ten problem: Hull sprowadziło sobie grajków, którzy – nawet nie to, że sobie nie radzili w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale w ogóle tam nie grali!

Zamiast sprowadzać Stewarta, Torala i Kingsleya (którzy i tak nie grają) za 11 milionów euro, większy pożytek byłby z jednego „porządnego” grajka, który wniósłby do drużyny co najmniej tyle ile Grosik, czyli obecnie najlepszy zawodnik Hull… Za taką kwotę można by spokojnie kupić 29-letniego, wszechstronnego, mogącego grać na trzech pozycjach w środku pola – a właśnie w centralnej strefie boiska podopieczni Słuckiego mają największe problemy – Nuriego Sahina, którego Borussia jest w stanie się pozbyć ponoć za mniej niż 10 milionów euro, a on sam wyrażał kiedyś chęć ponownego spróbowania sił na wyspach – to był strzał, który wpadł mi do głowy – ja wiem? – po 30 sekundach dumania. Więc zawodowy klub z takim kapitałem pieniężnym mógłby po kilku dniach „wyłowić” zawodnika jeszcze lepszego…

Powiecie zaraz, że ktoś taki jak Turek nie chciałby trafić do drugiej ligi angielskiej, ale ja twierdzę inaczej… Naprawdę myślicie, że taki Sahin (niech już posłuży mi za przykład) na którego w Borussii już dawno przestali liczyć, mimo tego, że kiedy Bosz da mu szanse ten pokazuje, że dalej potrafi błyszczeć – nie chciałby trafić do klubu, który jest pewniakiem do awansu, do Premier League (za taki był, przed sezonem uważany zespół z hrabstwa East Riding of Yorkshire). Ba, do klubu, w którym bez wątpienia byłby liderem, a jak pamiętamy z czasów „zamierzchłych” w takiej roli Nuri sprawdza się najlepiej. Wydaję mi się, że Turek zgodziłby się nawet na nieznaczne obniżenie tygodniówki, chociaż wcale nie byłoby to potrzebne, bo nie od dzisiaj wiadomo, że Hull nie należy do klubów biednych (nawet w Premier League są biedniejsze).

A tak zamiast z Sahinem, Kamil Grosicki gra w drużynie z Davidem Meylerem, który na dzień dzisiejszy bardziej angażuje się grając w Fifę i nagrywając filmiki na youtube, niż grając w piłkę – tą realną, a mimo tego jest jednym z kapitanów drużyny Hull i zawodnikiem pierwszego składu. To chyba najlepsze podsumowanie sytuacji panującej w drużynie Tygrysów. Dlatego, powiadam Ci Kamil: uciekaj stamtąd, w te pędy!