Fc Köln 17/18, historia dramatyczno-romantyczna…

Sezon 17/18 zaczynali jako jeden z głównych faworytów do wywalczenia sobie miana gry w Lidze Mistrzów, byli jednym z głównych kandydatów do zawojowania Ligi Europejskiej, do której awansowali sezon wcześniej. Sprawy potoczyły się niestety tak, że obecnie, już pewnym jest, że spadną z Bundesligi, a dziś rozegrają przedostanie spotkanie ligowe w prawdopodobnie najgorszym dla klub sezonie w historii. Jednak kibice Fc Köln, bo o tym klubie mowa, tenże sezon zapamiętają na długo i – paradoksalnie – nie będą to tylko wspomnienia złe…

Co, w ogóle sprawiło, że szósty najbogatszy klub Bundesligi był w kończącym się już sezonie tak słaby? Na pewno, składa się na to kilka czynników, jednak zdecydowanie największą winą, prócz samych piłkarzy, trzeba obarczyć dwóch ludzi, czyli byłego trenera oraz dyrektora sportowego zespołu z Kolonii. Po dobrym sezonie 16/17 wszyscy ludzie zaczęli wierzyć, że Peter Stoger, czyli trener, z którego – tak naprawdę – w żadnym miejscu włodarze nie byli na koniec zadowoleni, no może poza austriackim drugoligowcem – Winner Neustad, z którego na dobrą sprawę – dziś 50-letni trener wypłynął na szerokie wody, jest naprawdę dobrym trenerem. Niestety… Tenże coach po trzech – naprawdę obiecujących sezonach w roli szkoleniowca Fc Köln – najnormalniej w świecie stracił pomysł na drużynę. W skutek czego Stoger stał się kapitanem statku, który zaczął przesiąkać wodą, a on zamiast wydawać rozkazy, aby zatamować dziury – płynął dalej, jakby nigdy nic… Inną rzeczą jest to, że podwładni kapitana powinni sami się domyśleć, że statek za chwilę zacznie dryfować na dno. Tutaj, już przechodzimy do kolejnej osoby, która nie zapewniła kapitanowi Stogerowi odpowiednich podwładnych – czyli byłego dyrektora sportowego najsłabszej obecnie drużyny w Bundeslidze, czyli Joerga Schmadtke. Tenże pan natomiast, dokonał czterech transferów przed sezonem, a kupując Jhona Cordobę ustanowił nowy rekord transferowy klubu. Problem w tym, że żaden z nowych zawodników – choćby – nie spełnił oczekiwań, a wspomniany przed chwilą kolumbijski napastnik może się pochwalić oszałamiającymi, wręcz, statystykami, bowiem w siedemnastu ligowych spotkaniach strzelił… zero bramek.

Pozostając jednak w żargonie ‚statkowym’ (nie ma takiego słowa, prawda?), było dwóch majtków, którzy starali się zatkać dziurawy niczym durszlak – pokład łajby. Mówię o Jonasie Hectorze i Timo Hornie, czyli dwóch wyróżniających się zawodnikach, nie tylko w skali samego Fc Köln, bo to – jak wiemy – w tym sezonie nie było zadaniem ciężkim, ale również w skali całej ligi. Ten pierwszy to zdecydowanie najlepszy lewy obrońca w Bundeslidze po Davidzie Alabie oraz etatowy reprezentant Niemiec, natomiast drugi, jest również jednym z najlepszych na swojej pozycji w lidze. Jeśli chodzi o Hectora, to jeśli nic się nie wydarzy z jego zdrowiem, z pewnością Joahim Löw zabierze go na mundial, a nie wykluczone, że i goalkeeper z Kolonii pojedzie na najważniejszą imprezę międzynarodową, jako trzeci bramkarz reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów…

Po co jednak w ogóle wspomniałem o tych dwóch zawodnikach? A no z jednej przyczyny: obaj panowie mimo spadku Fc Koln z Bundesligi i wielu kuszących ofert (Hector otrzymał min. z Bayernu, Arsenalu i Borussii Dortmund, natomiast Horn z Schalke) przedłużyli kontrakty z klubem (solidarnie do 2023 roku) i zostają w Kolonii na dłużej. Dali tym samym przykład innym. Bowiem trzech innych kluczowych zawodników także zapowiedziało, że powalczą w następnym sezonie o powrót do elity z Koziołkami (Bittencurt  Hoeger, i Heintz), natomiast w kuluarach mówi się, że kolejni piłkarze (min. ten nieszczęsny Cordoba) również zostaną w Kolonii.

Co by nie mówić – to jest piękne. Oczywiście, nie chodzi mi o spadek Fc Köln, ale o zachowanie piłkarzy, po tym fakcie… Fajnie, że Hector i spółka pokazali wszystkim niedowiarkom, że we współczesnym futbolu istnieje jeszcze coś takiego jak przywiązanie do barw klubowych. Po prostu super, że takich zawodników jeszcze produkują, chociaż wielu w to wątpiło… Widać, że kibice są tym zawodnikom wdzięczni, pokazują to zresztą, po każdym meczu gdzie na Rehein Energie Stadion ultrasi zamiast wyzywać i obrażać swoich pupilów, po każdym spotkaniu hucznie dziękują za serce oddane na boisku przez piłkarzy, bo – jak mawiał klasyk – „Umiejętności może zabraknąć, ale charakteru, nigdy…”. Tak też był w tym sezonie, jeśli chodzi o drużynę z Kolonii.

Comments

comments