Historia wysokiego chłopaka bez bajecznej techniki, który najpierw podbił Polskę, a później Europę…

„Gdzie bym nie grał rozpier*alam” – nawijał kiedyś B.R.O. I choć piosenka polskiego rapera nawiązywała bardziej do osoby Zlatana Ibrahimovicia, to muzyk spokojnie mógłby nagrać taki sam kawałek nawiązując do Marcelo Antônio Guedesa Filho, czyli byłego piłkarza Wisły Kraków, który pisze swoją, nieprawdopodobną historię…

Dostrzeżony w Santosie

Marcelo w dziecięcych latach reprezentował barwy zespołu ze swojego rodzinnego miasta – Sao Vicente. Był dobry, jednak nie wyróżniał się niczym aż nadto, prócz swojego wzrostu… W wieku 15 lat został, jednak dostrzeżony przez skautów wielkiego brazylijskiego klubu – Santosu, który posiada renomę najlepszej szkółki, nie tylko w Kraju Kawy, ale i w całej Ameryce Południowej.

Więc już w nastoletnim wieku, Marcelo spełnił swoje marzenia, trafiając do wielkiego klubu, znalazł się na miejscu, za które dałoby się pociąć miliony brazylijskich chłopców. Mimo, że nie dysponował kapitalnym przyspieszeniem, ani bajeczną techniką. Wyróżniał się natomiast nieprzeciętnymi warunkami fizycznymi i siłą. Nietypowo, jak na Brazylijczyka, prawda?

Wielu, mając świadomość tego, że nie mają potencjału na bycie najlepszymi, zostałoby w Santosie, który jako jeden z niewielu brazylijskich klubów zapewnia stałą i wysoką pensję. Jednak, po debiutanckim sezonie w dorosłej piłce, 21-letni Marcelo zdecydował się na wyjazd do Europy, przyjmując tym samym ofertę Wisły Kraków.

Wyjazd do Europy

Kiedy, jako ulubieniec fanów Santosu, młody stoper przyjeżdżał do Polski, nie znał w Krakowie nikogo, ani – co jasne – języka.* Mimo to w dwóch latach jakie spędził w Polsce był – nie bójmy się tego powiedzieć – najważniejszym elementem w układance trenera Macieja Skorży, prowadząc Wiślaków do Mistrzostwa i Wicemistrzostwa kraju.

Zbyt dobry na Eredivisie

Po dwóch sezonach spędzonych w polskiej ekstraklasie – Marcelo skorzystał z oferty PSV i przeniósł się do Holandii, gdzie również na początku swej przygody nie był faworytem do etatowego grania, jednak życie szybko zweryfikowało, że ten sam chłopak: bez techniki, ani szybkości – wręcz zjada holenderskie Eredivisie.

Mimo to, że Brazylijczyk był ciągle kuszony propozycjami z różnych lepszych zespołów, od ekipy z Eindhoven postanowił zamieszkać w Holandii na długo, bo spędził tam aż 3 lata.

Bundesliga

Po długim okresie spędzonym w Holandii, nadszedł czas na kolejny transfer. Tym razem – kierunek: Niemcy, Bundesliga Hannover, grubo… Jednak Marcelo to Marcelo, znów kompletnie bez kompleksów wszedł do szatni wielkiego niemieckiego zespołu i szybko został filarem obrony dwukrotnego Mistrza Bundesligi. Brazylijczykowi żyło się w kraju naszych zachodnich sąsiadów dobrze i nie był raczej nastawiony na kolejne zmiany miejsca zamieszkania, szczególnie, że jego rodzina się powiększyła… Jednak stało się coś, czego przewidzieć nie mógł nawet Wróżbita Maciej…

Po rozpoczęciu swego trzeciego sezonu w Niemczech jego zespół prezentował się fatalnie, widzący co się święci – Marcelo, już po połowie sezonu zdecydował się uciekać z tonącego okrętu, przenosząc się do Turcji w zimowym okienku transferowym 2016 roku.

Król Stambułu

Wówczas zaczęło się bajkowe życie byłego obrońcy Wisły Kraków. Zamieniając Hannover na Turcję, zrobił najlepsze co mógł. Okazało się bowiem, że w Stambule – nie tylko – płacą fajne pieniądze, ale również potrafią grać w piłkę, po pół roku Marcelo, Quaresma, Adriano i spółka zdobyli bowiem, wyczekiwane przez kibiców Besiktasu od siedmiu lat Mistrzostwo Turcji. W następnym sezonie ekipa Czarnych Orłów ten wyczyn powtórzyła, dokładając do tego dojście do 1/4 finału Ligi Europy, gdzie Turcy odpadli po niezwykłym dwumeczu dopiero w karnych, z Lyonem.

Marcelo w Stambule był traktowany jak król, dosłownie… Jednak po sezonie 16/17 do agenta środkowego obrońcy wpłynęła oferta – z rodzaju tych – nie do odrzucenia, z Francji, z tego samego Olympique Lyon’u, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej eliminował ‚jego’ Besiktas…

Francuski sen

No i znowu, klub – coraz większy, a Marcelo – ciągle ten sam, bez kompleksów wszedł do szatni jednego z największych zespołów we Francji, stając się z miejsca szefem, obecnie czwartej (jeśli patrzeć na liczbę straconych goli) defensywy w Ligue 1. Mimo sensacyjnego wyeliminowania Lyonu przez CSKA w 1/8 finału Ligi Europy obecny sezon dla ekipy Les Gones może być fantastyczny, jeśli tylko podopieczni Bruno Genesio utrzymają trzecie miejsce w lidze, premiowane awansem do ostatniej eliminacyjnej rundy Champions League…

Przyszłość

We wczorajszym meczu, w którym Lyon pokonał na wyjeździe Metz, Marcelo pakując dwie bramki, udowodnił, że jest stoperem wybitnym na skalę europejską. Już teraz krążą słuchy, że największe zespoły z Premier League robią podchody pod nie najmłodszego już, choć ciągle w sile wieku, 30-letniego Marcelo, którego klauzula wykupu z zespołu Olimpijczyków, jest śmiesznie niska – wynosi ponoć ledwie 7 milionów euro. Jednak, jak pokazuje cała kariera Marcelo – nie musimy się martwić, czy zostanie we Francji, czy odejdzie, bo na pewno sobie poradzi… Ten gość bowiem na każdym kroku pokazuje, że sufit jego umiejętności został zbudowany bardzo wysoko…

*

I tak sobie myślę, że naprawdę jedyne czego w pięknej karierze byłego piłkarza Wisły Kraków brakuje to – powołania do dorosłej reprezentacji Brazylii… Choć wszyscy doskonale wiemy, że reprezentacja Canrinhos posiada obecnie prawdopodobnie najlepszych środkowych obrońców na świecie i dostać się do tej kadry, będzie 30-latkowi bardzo trudno, to przecież… Marcelo zawsze zostanie Marcelo, dla niego niemożliwe – nie istnieje.

 

 

* Na szczęście Marcelo poznał w Krakowie Tomka Ćwiąkałę, który bardzo pomógł Brazylijczykowi zaadaptować się w polskich realiach.

Comments

comments