Jedyny, niepodrabiany – The Special One.

Dziś Manchester United zmierzy się z Brighton w ramach ćwierćfinałowego starcia FA Cup. Jak przed każdym meczem Jose Mourinho odbył przedmeczową konferencję prasową, no i ja – jak zwykle, zresztą – czekałem na to, aż Portugalczyk znów się wygłupi, aż znów będzie pieprzył bzdury. Może, będę miał temat na artykuł – myślałem sobie… Pewnie wiele osób publikujących jakiekolwiek treści związane z futbolem, ma przed konferencjami tegoż szkoleniowca dokładnie tak samo. Jednak po dzisiejszej konferencji, na której Mou wygłosił niesamowity, 12-minutowy monolog. Zmieniłem zdanie na jego temat. Kompletnie…

Zacznę od tego, że nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy nadmiernie cenili obecnego szkoleniowca Czerwonych Diabłów. Oczywiście, zdobycie Ligi Mistrzów z Porto czy Interem wzbudzało u mnie podziw, ale za chwilę przypominałem sobie wszystkie jego niepowodzenia, a takimi trzeba nazwać pracę 55-latka w ostatnich trzech klubach jakie prowadził…

I tak właśnie, wszystkie ostatnie wypowiedzi Mou kształtowały moje zdanie na jego temat, doszło do tego, że za bardziej poważnego trenera uznałem – w jednej z rozmów – Ireneusza Mamrota… Po prostu nie rozumiałem przekazów Portugalczyka, jak myślę – duża większość z czytających ten artykuł…

Aż tu nagle – dziś, ten sam trener, którego uważałem za głupka, wychodzi na konferencję prasową, a przed nim siedzi blisko stu dziennikarzy mających jeden cel – jeszcze bardziej mu dopieprzyć, niż zrobiła to sama Sevilla, i… wygłasza jeden z najbardziej fascynujących monologów jaki słyszałem…

Brzmiał on tak:

– Powiedziałem kilku kibicom, z którymi rozmawiałem po ostatnim meczu, że fani są fanami, więc mają prawo do własnych opinii i reakcji. Jednak jest też coś takiego, co przywykłem nazywać futbolowym dziedzictwem. Nie wiem, czy potrafię przetłumaczyć to z języka portugalskiego, który znam prawie perfekcyjnie, na angielski, który mimo wielu lat pracy w tym kraju, jest jeszcze daleki od perfekcji. Spróbuję…

– Każdy menadżer zaczynający pracę w jakimkolwiek klubie dziedziczy coś z jego DNA. Np. to, kiedy Manchester United ostatni raz był w finale Ligi Mistrzów… Nie zdarzyło się to przecież od bardzo dawna. Było to bodajże w 2011 roku. Natomiast później, w sezonie 2011/2012 United odpadło po fazie grupowej, chociaż grupa była bardzo podobna do tegorocznej: Benfica, Basel, Oțelul Galați z Rumunii. Odpadło po fazie grupowej, żeby to źle nie zabrzmiało, ale my w obecnym sezonie chociaż awansowaliśmy do fazy pucharowej…

– W 2013 roku United odpadło w 1/8 finału, wówczas siedziałem na drugiej ławce, byłem rywalem. 2014 rok – przygoda też skończyła się szybko – w ćwierćfinale. W 2015 roku zabrakło Red Devils w pucharach europejskich. Rok później nastąpił nieprzyjemny powrót do europejskiej piłki: odpadnięcie po fazie grupowej, Liga Europy, odpadnięcie z Ligi Europy. W 2017 roku – Liga Europy, wygrana, powrót do Ligi Mistrzów. W 2018 roku – wygrana fazy grupowej z 15 na 18 możliwych punktów i porażka na własnym stadionie w 1/8 finału.

– W ciągu siedmiu lat, pracowało tutaj czterech różnych menadżerów, fakty są takie, że raz United nie zakwalifikowało się do gry w Europie, dwa razy odpadło po fazie grupowej, a najlepszym rezultatem był ćwierćfinał. Właśnie to nazywam futbolowym dziedzictwem. Jeśli spojrzymy na Premier League, ostatnie zwycięstwo to sezon 2012/2013, a w czterech kolejnych sezonach United kończyło rozgrywki na siódmym, czwartym, piątym i szóstym miejscu. Więc najlepszym wynikiem w ciągu czterech lat była czwarta pozycja. To również futbolowe dziedzictwo.

– Chodzi o to, że kiedy zaczynasz, zajmujesz pewne miejsce, jesteś tam lub tu, to dziedzictwo. Kibice, których bardzo szanuję, zawsze zresztą szanowałem, z wieloma z nich rozmawiałem, i jestem bardzo zadowolony z tych rozmów. Wiecie jaka jest różnica? Ci, którzy rozmawiali z Wami, z dziennikarzami, są rozczarowani. Ci, z którymi rozmawiałem ja, rozumieją futbolowe dziedzictwo. Rozumieją, czym jest ten proces.

– Wiecie ilu zawodników ówczesnego Realu Madryt grało wcześniej w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, zanim objąłem tę drużynę? Xabi Alonso z Liverpoolem, Iker Casillas z Realem, Cristiano z Manchesterem United. Cała reszta nie dotarła do tego poziomu wcześniej, to futbolowe dziedzictwo, które musiałem przełamać…

– Statystyki nie kłamią. Dam Wam ich więc więcej: w ostatnich siedmiu latach najgorszą pozycją Manchesteru City w Premier League było miejsce czwarte. W ostatnich siedmiu latach Manchester City był mistrzem dwukrotnie i dwukrotnie był drugi. To dziedzictwo.

– Wiecie, czym jest dziedzictwo? Otamendi, Kevin de Bruyne, Fernandinho, Silva, Sterling, Aguero – to inwestycje z przeszłości, nie z dwóch ostatnich lat. Wiecie, ilu zawodników opuściło United w ostatnim sezonie? Zobaczcie, gdzie grają, jak grają, ile grają. To futbolowe dziedzictwo. Kiedy ja pewnego dnia opuszczę Manchester United, nowy menadżer znajdzie tutaj Lukaku, Maticia, De Geę, sprowadzonych wiele lat wcześniej. Znajdzie piłkarzy z inną mentalnością, inną jakością, innym tłem, o innym statusie i innej wiedzy.

– Z jakiegoś powodu spojrzycie na pary ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów i znajdziecie tam cztery kluby, te same co zawsze. Barcelona jest tam niezmiennie od siedmiu, ośmiu lat to samo Real Madryt, Juventus, Bayern Monachium. Czasem pojawi się też klub, jak mój Inter, czy inne kluby, jak AS Monaco w poprzednim sezonie. Ale Ci najwięksi są tam z pewnej przyczyny. Właśnie z tej, o której Wam dziś mówię. Dobrą rzeczą dla mnie i świetnym uczuciem jest to, że właściciele, panowie Woodward i Arnold, są dokładnie po tej samej stronie co ja. Zgadzamy się we wszystkich inwestycjach. Że mamy to, co mamy. Inwestycje, które musimy przedsięwziąć, będą następowały sezon po sezonie. Jesteśmy dokładnie po tej samej stronie. Mamy ten sam cel.

– Mam tu niesamowicie trudną pracę do wykonania. Muszę przełamać dziedzictwo… Wczoraj spotkałem nową osobę, która pracuje w klubie w innej roli niż w sztabie szkoleniowym i została ściągnięta z innego klubu. Zapytałem, czemu zdecydowała się tu przenieść. Odpowiedziała mi, że to wielkie wyzwanie. Dobrze powiedziane. Moja decyzja o pracy w United została podjęta dokładnie z tego samego względu.

– Mógłbym być w innym państwie i już mieć wygraną ligę. Jestem jednak tutaj i mam zamiar być długo. Nie mam jednak takiej mocy bym mógł zmienić mentalność swoją, zawodników, kibiców – niczyją. Nie wiem, czy znacie wyrażenie: ‚Każda ściana jest drzwiami’. Nie mam zamiaru uciekać, zniknąć czy płakać, z powodu kilku niemiłych okrzyków. Nie zniknę z tunelu, nie ucieknę błyskawicznie. W następnym meczu będę pierwszym, który wejdzie do tego tunelu. Nie boję się odpowiedzialności.

– Kiedy miałem 20 lat, byłem nikim w piłce. Byłem czyimś synem, pełnym dumy i pełnym marzeń. Teraz mam 55 lat i jestem, kim jestem. Zrobiłem, co zrobiłem, dzięki pracy, talentowi i mentalności. A te rzeczy są wieczne. Rozumiem, że przez wiele, wiele, wiele lat dla ludzi było bardzo, bardzo trudno zrozumieć, że znowu on tu jest, znowu wygrywa. Przez dziesięć miesięcy nic nie wygrałem. Ostatni tytuł wygrałem dziesięć miesięcy temu. Pokonałem Liverpool, Chelsea, przegrałem z Sevillą i teraz niech w Sevilli się cieszą. W trakcie mojej religijnej transformacji nauczyłem się, żeby być szczęśliwym ze szczęścia innych, nawet jeśli inni są moimi przeciwnikami.

W zasadzie, nie mam pojęcia co mógłbym do tego tekstu dodać. Serio… Wiem tyle, że od tej pory nikt już Portugalczykowi nie zarzuci, że jest idiotą, bo jak pokazuje zaistniała sytuacja – Mou na swych konferencjach przekazuje pewne informacje ludziom, którzy dany przekaz zrozumieją. My nie. Bo my jej zrozumieć nie mamy. Zapewne jeszcze wiele razy z słów tego menedżera nie zrozumiemy nic, ale to – jak się okazuje – nie jest oznaka jego głupoty. Wręcz przeciwnie…

Spójrzcie jaka beka byłą polewana z 55-latka, po pomeczowej konferencji z Sevillą „haha Siwy do końca stracił zmysły”, wszędzie było multum takich głosów, a on znów nas zaskoczył. Jedyny, niepodrabiany – The Special One.

 

Źródło: Manchester Evening News

Comments

comments