Juve faworytem i podgrzewane kulki – po losowaniu par półfinałowych Ligi Mistrzów…

Wszyscy w ostatnich dniach mówią/piszą o europejskich pucharach – ja chciałem się od tego troszeczkę odciąć, bo wydaję mi się, że na temat wtorkowych meczów ligi mistrzów, wszystko zostało powiedziane, to samo zresztą tyczy się spotkań rozgrywanych w środę… Nie inaczej jest jeśli chodzi o ćwierćfinały Ligi Europy. Po za tym, europejskie puchary, a w szczególności Champions League są bardzo drażliwym tematem i wywołują wiele emocji w kibicach, a mając na uwadze to ile kontrowersji dostarczyli nam ostatnio zarówno piłkarze jak i sędziowie, chciałem sobie oszczędzić pisania tekstu w ostatnich dniach, bo znacie mnie – nie obyłoby się bez kontrowersji, a ja nie miałem chęci, by znów tłumaczyć (niektórym) że na tym blogu poznacie moje osobiste zdanie, a nie to co chcecie usłyszeć… A – byłbym zapomniał – z czasem w ostatnich dniach, również różnie bywało. Jednak dziś… Wracam po króciutkiej przerwie (ale jednak „przerwie”) i odniosę się oczywiście do losowania par półfinałowych Ligi Mistrzów. Kto według mnie jest w tych starciach faworytem et cetera, et cetera…

Najpierw pod lupę wezmę spotkanie – powiedzmy sobie szczerze – wywołujące u kibiców, na całym świecie (rzecz jasna prócz Włoch i Francji…), troszeczkę mniejsze zainteresowanie, niż to się ma przy drugim półfinale. Chociaż akurat – my, Polacy będziemy oglądać te batalie z dodatkową ciekawością bowiem barw jednej z drużyn, która weźmie udział w tym dwumeczu, będzie bronił – reprezentant naszego kraju. Po tym wstępie, chyba już każdy zdążył się domyślić, że mówię o dwóch spotkaniach, w których Monaco zmierzy się z Juventusem.

Jeśli chodzi o faworyta to w tym przypadku, akurat wszyscy powinni się ze mną zgodzić – jest nim Stara Dama. Praktycznie wszystko wskazuje, na to że właśnie 32- krotny mistrz Włoch wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Bowiem nie tylko doświadczenie w rozgrywkach międzynarodowych przemawia za podopiecznymi Allegriego, ale również „szersza ławka” czy też forma jaką prezentują włosi w tegorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzów (nie doznali jeszcze żadnej porażki)… Jednak, czy z podopiecznych Leonardo Jardima właśnie stawianie w roli zespołu teoretycznie słabszego, nie czyni jeszcze mocniejszych, niż są? Nie będzie przecież ciążyła na nich praktycznie żadna presja, to jest chyba moment, w którym powinienem powołać się na jedno z piękniejszych piłkarskich przysłów: „Monaco może – Juve musi”… Ponadto – rzecz jasna – nie ujmuję, w żadnym wypadku Czerwono-Białym klasy sportowej, bowiem barw tego klubu również bronią piłkarze, wręcz klasy światowej, którzy potrafią zmienić losy każdego meczu. Drugim aspektem, który daje jakiekolwiek szanse Francuzom na wywalczenie sobie finału Champions League, jest ich nieprzewidywalność. Ponadto przyznam szczerze – jeszcze nie widziałem w tym sezonie zespołu, który grając przeciw As Monaco potrafiłby zdominować podopiecznych Jardima do tego stopnia, by Ci stracili jakikolwiek pomysł na grę… Oczywiście, zdarzały się tej świetnie prosperującej maszynie (bo myślę, że ten zespół spokojnie mogę tak nazwać) wpadki, nie szukając daleko: 1 kwietnia i porażka w finale pucharu Ligi z PSG, aż 1:4! Lecz, mimo wyniku, spotkanie nie toczyło się jedynie pod dyktando, Paryżan. Ba, Czerwono-Biali potrafili nawet oddać więcej strzałów na bramkę niż zespół, który ich pokonał! Jednym z większych smaczków tego dwumeczu będzie to, że przecież Juventus pod wodzą Allegriego, jest prawdziwym tytanem, który bazuje właśnie na… obnażaniu wszystkich słabości swojego rywala – co za tym idzie nie posiadają oni jednolitego stylu, co również czyni Starą Damę nieprzewidywalnym zespołem. Ten dwumecz zapowiada się arcyciekawie (a jak inaczej miałby zapowiadać się półfinał Ligi Mistrzów? Wybaczcie za oczywistą, oczywistość…) wszystkie znaki na niebie wskazują na to iż Juve pokona zespół, którego barw broni „Polak, rodak” – Kamil Glik, jednak przecież nie tacy faworyci jak Juventus przegrywali/odpadali z drużynami, które na papierze prezentowały się dużo gorzej niż As Monaco, które przecież w półfinale Ligi Mistrzów nie pojawiło się przypadkowo…

No i w końcu nadszedł czas na ten dwumecz, którego wyczekiwał nie tylko cały Madryt, ale i cała Europa… „Fani Atletico, pawają do Realu taką nienawiścią, że równie wielką nie sympatię do czegokolwiek czują tylko… Królewscy do Atleti!”. Wspomniany przez mnie cytat chyba najbardziej oddaje to co może dziać się w dwumeczu, w którym obie drużyny nie będą musiały nawet wyjeżdżać ze swojego miasta! Oba mecze rozegrane w Madrycie będą miały wiele podtekstów. Jednym z nich, będzie rzekoma chęć rewanżu Los Colchoneros za porażkę w ubiegłorocznym finale Ligi Mistrzów, choć i tak wszyscy wiemy, że najważniejsze dla zawodników będzie „tu i teraz”, czyli po prostu awans do tegorocznego finału… Nawet już dziś gdy doszło „tylko” do losowania w madryckiej prasie – zawrzało. Dziennik „AS” na stronie internetowej opublikował artykuł, który mówi nam o tym, iż rzekomo trafienie na siebie tych dwóch drużyn nie było przypadkowe. Przedstawili nawet film, na którym widać, że Ian Rush, który miał dziś przyjemność losować pary półfinałowe. Wybierając kulkę z napisem „Atletico Madryt” ‚najpierw chwycił jedną kulę, a potem dopiero zamieszał dwiema pozostałymi’ – możemy przeczytać w hiszpańskich mediach. To zachowanie ma być dowodem na to, że kulki były podgrzewane… Oczywiście, piszę to tylko w gwoli ciekawostki, bowiem ten czyn był najpewniej zwykłym zbiegiem okoliczności, a madrycka prasa po prostu chciałaby mieć dwóch swoich „przedstawicieli” w finale tak prestiżowych rozgrywek jak Liga Mistrzów… Chociaż kto wie?¿ Jeśli chodzi o to, kogo ja stawiałbym w roli faworyta, tego dwumeczu to… wydaję mi się, że nie ma sensu abym w tym przypadku bawił się w typera.

Podopieczni Simeone pokazują, że w tym sezonie ich tak naprawdę jedynym priorytetem są właśnie rozgrywki Ligi Mistrzów, od dawna „nie liczą się” w walce o Mistrzostwo Hiszpanii, choć jak wiemy po ostatnich sezonach, byli nawet w stanie to trofeum wygrać… Wracając do tego, że zawodnicy El Atleti nie przykładają tak wielkiej wagi do tego by „coś” osiągnąć na krajowym podwórku… Widać to chociażby po fakcie, iż w meczu ligowym (przeciwko Osasunie) poprzedzającym rewanżowy mecz w ramach ćwierćfinału rozgrywek Champions League, Diego Simeone pozwolił odpocząć aż pięciu swoim podstawowym piłkarzom, których później wyróżnił dając im szansę gry od pierwszej minuty, przeciw Leicester… Real to natomiast klasa sama w sobie i to wszyscy dobrze wiemy… Są w stanie grać z sukcesami na trzech frontach, choć w obecnym sezonie odpadli pechowo w Pucharze Króla to nikt i tak nie ma co do tego wątpliwości. Wspomniałem wyżej, że nie ma sensu typowanie w tym dwumeczu drużyny, którą stawiałbym w roli faworyta, to samo zresztą ma się w przypadku omówienia tego „jak ja widzę ten mecz”. Bowiem, mógłbym się teraz rozpisywać o tym, że Real prawdopodobnie będzie grał w ataku pozycyjnym, a Atletico będzie odgryzało się groźnymi kontrami, ale jak to bywało już podczas El Derbi Madrileño taktykę czasem bierze szlag! I na co by się zdały te moje wypociny?

Obiecuję – już kończę.

Jedyne co tak naprawdę jestem w stanie zapewnić przed kolejną fazą rozgrywek Ligi Mistrzów to tylko tyle, że „będzie się działo”, mało? No dobra jestem też pewien, że w szatniach dwóch z czterech najlepszych drużyn w Europie (rzecz jasna tych, które wyjdą ze swoich dwumeczów zwycięsko) 9 maja i 10 maja – „będzie zabawa!”…. I tym muzycznym fragmentem pozwolę sobie zakończyć dzisiejszy tekst…

Comments

comments