„Lobotka zjadł nas na śniadanie”…

Na inaugurację Mistrzostw Europy U-21 przegrywamy ze Słowacją 1:2. Porażka boli to tym bardziej, że nasz dzisiejszy przeciwnik miał być teoretycznie najłatwiejszym rywalem grupowym podopiecznych trenera Dorny…

*

Szczerze powiedziawszy nie wiem do końca jak ten mecz ocenić. Czy Polska zagrała słabo, czy Słowacja wyśmienicie? Pewnie obie opcje są po części prawdziwe, bo mimo iż trzeba przyznać, że faktycznie podopieczni Pavela Hapala spsiali się dziś naprawdę genialnie to gra Polaków wyglądała tak jakby jedynym założeniem na ten mecz, było „róbcie co chcecie, prócz grania w piłkę”… Niestety, w dużej części dzisiejszego spotkania byliśmy bezradni, a nasze akcje – szczególnie między 30, a 40 minutą meczu – wyglądały tak, że albo Jarek Jach grał lagę na Frankowskiego, albo robił to Jan Bednarek… Może gdyby nasi stoperzy zmieniali strony grając długie piłki, jakikolwiek pożytek by z tego był, natomiast gdy dzisiejsi przeciwnicy Polaków zauważyli, że Bartek Kapustka ma problem zdrowotny, który wręcz uniemożliwia mu grę, zaczęli odcinać naszą jedyną broń w tym meczu – Przemysława Frankowskiego od long passów…

No właśnie, jak już jesteśmy przy temacie Kapustki, zatrzymajmy się… Bowiem nie jestem w stanie pojąć, co tak naprawdę się z nim działo. Wszyscy widzieli, że nie jest w stanie grać na choćby przyzwoitym poziomie, więc pewnie selekcjoner wiedział to już przed rozgrywką. Jednak wystawił Bartosza na dzisiejszy mecz od pierwszej minuty. Ba, podczas zawodów było widać, że kontuzjowany gracz Leicester, bardziej przeszkadza partnerom aniżeli im pomaga – mimo to trener Marcin Dorna pozwalał mu grać… Skrzydłowy wyszedł nawet na drugą połowę, lecz po kilku minutach sam poprosił o zmianę, natomiast kiedy Łukasz Moneta miał już zostać za niego wprowadzony, Kapi kazał selekcjonerowi poczekać jeszce dwie minuty. Trener – posłuszny jak baranek, zaczekał ze zmianą, którą ostatecznie przeprowadził… w 60 minucie! Graliśmy więc nie w jedenastu, ale w dziesięciu, przez 2/3 meczu! Coś tu jest nie tak…

Idąc dalej z analizą tego meczu… Trzeba przyznać, że przegraliśmy dziś nie tyle co ze Słowakami, ale z Lobotką, który pokazał, że jest sercem, mózgiem i płucami drużyny Pavela Hapala. Ba, wydaję mi się, że gdyby zawodnika Fc Norsjelland nie było w szeregach naszych dzisiejszych rywali to podopieczni Dorny nie przegraliby tego spotkania. Oczywiście, można mówić, że kapitalnie zagrał również: Skriniar czy Rusnak, ale na to byliśmy przygotowani, i mimo wszystko jestem zdania, że nie daliśmy tym zawodnikom do końca rozwinąć skrzydeł, wiedzieliśmy już przed rozpoczęciem tego meczu, że właśnie to są najmocniejsze punkty tej reprezentacji, a o małym Stanislavie z wielkimi umiejętnościami nie wiedzieliśmy kompletnie nic. Przynajmniej nasi piłkarze wyglądali na zaskoczonych, że: po pierwsze – w ogóle – można tak dobrze grac w piłkę, a po drugie, że może to robić ktoś na kim nie skupiali się analitycy kadry. Bowiem jeśli wiedziano by o tym, że Lobotka – mówiąc wprost – jest tak dobry, to od początku miałby przy sobie zawodnika, którego celem byłoby odcinanie go od gry… Tak – rzecz jasna nie było, a Stanislav rozpoczynał praktycznie wszystkie ataki swojej drużyny, czy to dryblingiem, czy podaniami.

Najprościej mówiąc: Lobotka zjadł nas na śniadanie, a dalej wygląda na nienajedzonego… Czy obiad (Anglię) i kolację (Szwecję) też sobie przekąsi?