Medialna cisza

Nenad Bjelica od początku swojej trenerskiej kariery, kiedy tylko przed ostatnimi ligowymi potyczkami jego zespół gra jeszcze o „coś”, stosuje zabieg nazywany powszechnie „ciszą medialną”, czyli po prostu: ogranicza, niemal do zera, kontakty swoich podopiecznych z dziennikarzami. Czy słusznie?

W internecie – gdzie nie spojrzymy, możemy dostrzec wręcz same negatywne opinie na temat decyzji chorwackiego szkoleniowca… I bynajmniej nie jest tak dlatego, że większość ludzi, po głębszym zastanowieniu, pomyślała sobie: „Kurde, przecież to idiotyzm!”, ale dlatego, że taką opinię promują dziennikarze, którym – jak wszyscy doskonale wiemy – takowe zarządzenie szkoleniowca Lecha Poznań, nie jest na rękę. W bardzo – można by rzec – przebiegły sposób, pismaki i pismaczki manipulują tłumem, wyrażając swoje niezadowolenie, nie tylko ze swych ust i swoich kont Twitterowych, ale również poprzez usta i konta Twitterowe ‚zwykłych’ ludzi.

Dzieje się tak dlatego, że sprawa, którą dziś postanowiłem poruszyć nie jest na tyle priorytetowa dla Janusza Kowalskiego, by miał on się nad nią zastanawiać… Niestety, tak wygląda dzisiejszy świat: ludziom nie chce się myśleć, więc manipuluje się nimi łatwiej niż kiedykolwiek w przeszłości. Taki Janusz myśli sobie „Ważni dziennikarze piętnują takowe zachowanie, jadąc po Bjelicy, więc faktycznie muszą mieć rację. Będę robił to samo.”… Stąd się bierze cała nagonka.

Jednak – umówmy się – w rzeczywistości, argumenty mające na celu udowodnić, że zarządzenie Nenada Bjelicy jest złe i w ogóle – bez sensu, są śmieszne… Najczęstszym jest to, że chorwacki trener robi ze swoich zawodników niewolników. I ja, tak sobie patrzę na osoby wygłaszające taką niezwykle wyimaginowaną tezę (nie, nie będę rzucał ksywkami ani nazwiskami, zresztą – zapewne większość wie o kim mowa) i sobie myślę: niby dorośli faceci, niby wyedukowani, a naprawdę myślą, że – inni – dorośli ludzie, posiadający wysokie tygodniówki, dzięki swojej pracy, którą jest gra w piłkę poczują się osaczeni, bo ich trener zabronił im udzielania wywiadów. Serio? Głupszych argumentów nie było? Jednak, troszeczkę tychże dziennikarzy ratuje to, iż mądrzejszych argumentów, jeśli chodzi o tą sprawę – również ze świecą szukać, bo po prostu takowe zarządzenie nie jest, najzwyczajniej w świecie – niczym złym…

Natomiast to, czy „medialna cisza”, w czymkolwiek graczom Lecha Poznań pomaga, to już inna sprawa…

Comments

comments