„Może faktycznie Zidane jest bardziej kumplem niż trenerem?”

Dani Ceballos to zawodnik, który w poprzednim roku (latem) był numerem 1 na liście życzeń zarówno prezesa najbardziej utytułowanego klubu świata, jak i trenera pierwszego zespołu. Włodarze Mistrza Hiszpanii 14 lipca 2017 dopięli swego i sprowadzili wychowanka Realu Betis. Chodź najlepszy piłkarz ubiegłorocznych Mistrzostw Europy do lat 21 miał na stole oferty z dwóch innych hiszpańskich klubów (Atletico i Barcy), związał się właśnie z Królewskimi. Ba ‚dał sobie’ w kontrakcie wpisać klauzulę odstępnego w wysokości 500 mln euro, dostając (ponoć) zapewnienie regularnych występów. Przyszłość jednak szybko zweryfikowała to, co jak mantrę powtarzał w każdym z wywiadów po przenosinach do Juventusu Wojtek Szczęsny: coś takiego jak zapewnienie ilości rozegranych spotkań, nie istnieje!

Real Madryt dziś rozegrał mecz z Villarealem, nie zważając nawet na wynik tego spotkania (który w żadnym stopniu mnie nie dziwi!), nikt nie będzie chyba polemizował z tym, że podopieczni Zidane’a wpadli w przysłowiowy dołek, ale odchodząc już od przysłów, zdecydowanie lepiej sytuację Mistrza Hiszpanii odda nie słowo ‚dołek’, ale ‚dół’… Dziś kibiców Los Blancos nie martwi już nawet o olbrzymia przepaść, która dzieli ‚ich Real’ od największego wroga – Fc Barcelony (A przecież jesteśmy dopiero na półmetku rozgrywek…), ale to, czy przypadkiem Królewscy nie stracą miejsca w TOP4.

Real znajdujący się w ów dole powinien szukać przyczyny, dlaczego tego dołu nie udało się ominąć. Bynajmniej tą przyczyną nie jest zbyt wąska kadra. Bowiem jeśli rok temu mówiło się o niej (o kadrze Realu) jako najlepszej na świecie, doskonałej. To nawet odejście dwóch ważnych – bo ważnych, ale na pewno nie też – pierwszoplanowych postaci czyli Pepe oraz Jamesa, nie powinno być problemem, przy letnim zasileniu szeregów sześcioma młodymi, mega perspektywicznymi i – co ważne – już ogranymi zawodnikami. Można więc powiedzieć, że ów kadra została jeszcze wzmocniona, względem poprzedniego sezonu.

Pierwszą więc rzeczą jaka przychodzi na myśl, która może być powodem fatalnej dyspozycji Realu jest to, że po prostu, najprościej mówiąc: grają nazwiska, a nie piłkarze. Kiedy zobaczyłem, czterech piłkarzy Królewskich, którzy w obecnej kampanii ligowej grają najmniej to, złapałem się za głowę… Są to bowiem: Llorente, Mayoral, Vallejo i – bohater dzisiejszego tekstu – Ceballos, zadaję sobie teraz w głowie pytanie: Czy Zidane aby na pewno jest zdrowy? Przecież Ci wszyscy czterej, przychodzili latem do Madrytu z etykietką ‚wielki talent’ (Ceballos miał te plakietki dwie. Oprócz tej samej, o której wspomniałem miał jeszcze taką z napisem… ‚wielka gwiazda’ – i to jest fakt).

Powiedzcie mi jedną rzecz. Dlaczego gość, który będąc piłkarzem Betisu był w stanie rozerwać każdą defensywę La Liga, a grając już dla Realu w każdym meczu daje show (Dani Ceballos, akurat to jest w stanie zapewnić zawsze) oraz prezentuje odpowiedni poziom piłkarski. Dostał w obecnym ligowym sezonie tylko 186 minut, a w tym czasie i tak zdołał strzelić dwie bramki. Nie zapominajmy, że jest środkowym pomocnikiem.

Może faktycznie Zidane jest bardziej kumplem niż trenerem? W innym bowiem wypadku tacy piłkarze jak Marcelo czy Benzema byliby już dawno odstawieni1, a właśnie Ceballos, Theo Hernandez czy Lucas Vazquez (który znów przestał grać – nie wiedzieć czemu) dostaliby więcej szans na grę niż tylko w Pucharze Króla z Numancią czy inną Fuenlabradą…

 

1Może z tym odstawieniem troszeczkę odpłynąłem, lecz na pewno ów zawodnicy w takiej formie nie mają prawa być częścią podstawowej jedenastki Realu Madryt, tym bardziej, że ma – mówiąc kolokwialnie – kto za nich wskoczyć…

Comments

comments