Nawałce padło na wzrok?!

Podczas swojej, trwającej już 15 lat, kariery wszędzie gdzie przyszło mu grać – zachwycał. Chodź poprzednie zdanie brzmi trochę jak krótki życiorys jakiejś gwiazdy futbolu – zbiję was leciutko z tropu – mowa jest o Adrianie Mierzejewskim. Czyli, jakby nie było, byłej gwiazdy: polskiej, tureckiej oraz saudyjskiej Ekstraklasy i obecnie – gwiazdy australijskiej piłki klubowej…

Możecie się śmiać ze wstępu tego artykułu, ale – taka jest prawda, z pełną odpowiedzialnością powtórzę raz jeszcze: wszędzie, gdzie Mierzejowi przyszło grać w piłkę, tam po pewnym okresie stawał się gwiazdą… Czy to za dzieciaka w Naki Olsztyn – które zrobiło na nim największy interes w swojej historii, czy w Stomilu, gdzie w wieku 16 lat był już częścią pierwszego zespołu, czy później podczas swojego czteroletniego epizodu w płockiej Wiśle – gdzie również błyszczał i znów dał na sobie sowicie zarobić, czy w latach 09/11 kiedy był gwiazdą Polonii Warszawa, a pewnie wielu kibiców do dziś pamięta, jak wyglądała wówczas gra Czarnych Koszul… Jeśli nie – przypomnę: jak nie idzie – gramy do Mierzejewskiego, on z piłką na pewno zrobi coś pożytecznego…

Jak pamiętamy, następnie Adrian zdecydował się na wyjazd z kraju – wybór padł na Turcję, na bardzo silny wówczas Trabzonspor. Wielu ‚ekspertów’ ganiło polskiego pomocnika za tę decyzję twierdząc, że mając rywali do gry takich jak Bulut czy Antiltop, nie będzie miał szans na regularne występy. Jednak czas pokazał, że ten pierwszy po tygodniu wspólnych treningów, najzwyczajniej w świecie przestraszył się rywalizacji z Mierzejewskim i zmienił klub, a sam Mierzej znalazł sobie miejsce w składzie obok wielkiego Antiltopa i zakończył swój pierwszy sezon poza granicami ojczystego kraju z 46 występami na koncie we wszystkich rozgrywkach. Tak zaczął się piękny turecki sen, a przez kolejne dwa lata było jeszcze lepiej, bo Mierzejewski do asyst zaczął dokładać gole, trener mianował go nawet wykonawcą wszystkich stałych fragmentów gry, a kiedy stało się jasne, że Adrian odchodzi do Arabii Saudyjskiej za 7 milionów euro (plus bonusy), kibice Trabzonu żegnali go per ‚król’…

Jeśli mówimy, że Mierzej w Turcji zapracował sobie na miano króla, to nie mam pojęcia jak opisać renomę jaką Polak wyrobił sobie w Arabii… Może: bożek? Chociaż nie. Bożka z zwyczaju się czci, a saudyjscy obrońcy w każdym spotkaniu przeciwko Al-Nasr ostrzyli sobie zęby na Adriana. Mimo kilku bandyckich wejść, a czasem wręcz ciosów, jakie przyjął Mierzejewski przez dwa lata, które spędził w jednym z najbogatszych krajów świata, udało mu się uniknąć poważniejszych urazów, dzięki czemu praktycznie przez cały czas zachwycał swoimi umiejętnościami, będąc regularnie wybierany piłkarzem miesiąca saudyjskiej Ekstraklasy (zresztą w okresie jego gry w tymże kraju, nikt tych wyróżnień nie zdobył więcej). Jako ciekawostkę można dodać, że zafascynowany grą Mierzeja był sam książę Arabii Saudyjskiej, zresztą jak mówi Polak – wielki fan futbolu…

A tu jeden z wielu fauli jakich dopuszczali się na Mierzejewskim jego saudyjscy rywale:

Po dwóch latach, Mierzejewski znów zdecydował się zmienić klub, ligę oraz kraj. Tym razem padło na Sharjah CSC, czyli jeden z największych zespołów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W tym miejscu, co oczywiste, Adrian nie miał problemu z wywalczeniem sobie miejsca w pierwszej jedenastce, jednak mimo bardzo dobrych występów, będąc – zdecydowanie – najlepszym piłkarzem tamtejszej ligi, kibice nie zdążyli go pokochać. Bowiem, po pełnym sezonie w Emiratach, dostał propozycję nie do odrzucenia, a raczej – ich kilka. M.in.: z Galatasaray, Besiktasu czy Sydney FC (jak wiadomo, Polak wybrał australijski kierunek oraz oczywiście australijskie pieniądze…)

Co ciekawe ofertę poprzedniego lata złożył Mierzejowi również… Lech Poznań, jednak po ujrzeniu oferowanej tygodniówki od włodarzy jednego z największych polskich klubów, menedżerowie Adriana zapewne, nieźle się uśmiali…

Dziś Polak gra w Sydney, znów strzela, znów asystuje, znów drybluje, znów jest kochany – a propos – ostatnio spotkałem się z opinią jednego z australijskich dziennikarzy, który otwarcie mówił: od czasu Del Piero nie było w australijskiej A-League tak dobrego zawodnika. A przecież, w Australii od czasu, gdy Włoch przestał tam grać przewinęło się wielu kapitalnych piłkarzy, jak choćby Bobo, David Villa czy Aaron Mooy…

*

Więc, naprawdę – nie mam pojęcia, dlaczego Adam Nawałka nie chce powołać do reprezentacji Adriana Mierzejewskiego. Jeśli między Panami nie ma, żadnej złej krwi, to wychodzi na to, że naszemu selekcjonerowi na starość padł wzrok. Potrafiłbym zrozumieć tę decyzję, gdyby Adrian czarował w drugiej lidze Izralelu czy w madagaskarskiej ekstraklasie, ale cholera, on jest obecnie najlepszym piłkarzem w klubie, gdzie żaden polski ligowiec, grający na jednej z ofensywnych pozycji nie miałby szans na grę – bez wątpienia. Jak mówił niedawno Mateusz Borek w Misji Futbol: „Nie ma wątpliwości, że Mierzejewski pozamiatałby Ekstraklasę” – w pełni się pod tą opinią podpisuję!

Czasem naprawdę ciężko jest mi zrozumieć nastawienie Polaków do futbolu wschodniego. Wydaję mi się, że większość naszych rodaków twierdzi, iż w piłkę na dobrym poziomie można grać tylko na zachodzie Europy, i nigdzie więcej… A no i zapomniałem dodać: my się do tegoż zachodu zaliczamy… Tym tokiem myślenia idzie chyba również Adam Nawałka, co jest przerażające.  I oczywiście, w tychże krajach futbol klubowy stoi na najwyższym poziomie, ale – nie róbmy jaj – Polski do zachodu zaliczyć nie możemy, ani pod względem geograficznym, a już na pewno nie możemy równać się z zachodnimi krajami jeśli chodzi o piłkę klubową…

Nasza Ekstraklasa jest słaba, powiedzmy sobie szczerze i spójrzmy wreszcie prawdzie w oczy, mimo to kilku zawodników z tej ligi gra w kadrze. Jesteśmy obecnie w rankingu lig europejskich na 21 miejscu, a nasze rozgrywki są słabsze od tych z Izraela, za chwilę natomiast ‚połknie’ nas Azerbejdżan… W Australii natomiast, na futbol klubowy wydaje się pieniądze kilkanaście razy większe niż u nas, więc nie ma nawet co dywagować – tam też grają w piłkę lepiej od nas.

Kiedy, więc słyszę z kuluarów, że selekcjoner Nawałka wyśmiewa pomysł powołania gwiazdy ligi australijskiej, a całkowicie na poważnie powołuje gościa nie potrafiącego wywalczyć sobie pewnego miejsca w zespole z ligi bułgarskiej, która jest jeszcze słabsza niż ta nasza, polska – to zadaję sobie pytanie: kur*a, serio?

Comments

comments