Ochoa – bramkarz, któremu karierę zepsuł… wzrost!

Guilermo Ochoa to bramkarz, którego wszyscy dobrze znamy. Jedni pamiętają go za czasów formy prezentowanej na Mistrzostwach Świata w Brazylii inni kojarzą niewątpliwie gorszą wersje „Momo” za czasów „gry” w Maladze. Słowo „gra” nie przypadkowo zostało w tym przypadku wzięte w cudzysłów.

Zawodowa przygoda Ochoi z futbolem rozpoczęła się w meksykańskim Club America, Guilermo zadebiutował w meksykańskiej ekstraklasie mając zaledwie 17 lat – samo to pokazuje już jak wielkim talentem Bozia obdarzyła „Momo”. W Meksyku niemal z miejsca stał się najlepszym bramkarzem ligi, wyróżniał się na rodzimym podwórku do tego stopnia, że… w roku bodajże 2007  został nominowany do najbardziej prestiżowej nagrody indywidualnej jaka w ogóle w futbolu istnieje – czyli, oczywiście do Złotej Piłki. Z pośród 50 nominowanych do tej nagrody Ochoa zajął 30 miejsce – całkiem nieźle, prawda? Nieźle do tego stopnia, że zainteresowały się nim mocne europejskie kluby takie jak chociażby Sevilla, jednak „Momo” wybrał francuskie Ajacco. W Ligue 1 Ochoa rozegrał ponad 100 spotkań, a kibice klubu dla którego wówczas grał, cenili go do tego stopnia, że kiedy Ajacco nie było stać już na przedłużenie kontraktu z Meksykaninem – jeden z ultrasów… sprzedał swój dom, by zapewnić odpowiednią pensję bramkarzowi.

Następnie nadeszły Mistrzostwa Świata w Brazylii – nie opisywałem wcześniejszych poczynań Ochoi w reprezentacji, bo… W sumie to nawet nie wiem dlaczego… W wielkim skrócie postaram się nadrobić zaległości. „Momo” z Meksykiem zdobył dwa razy Puchar CONCACAF, pierwszy w 2009 roku – wtedy wydawało się, że Ochoa zapewnił sobie miejsce w kadrze Meksyku na Mistrzostw Świata rozgrywane w RPA (2010). Nic bardziej mylnego! Bowiem wówczas z formą wystrzelił Oscar Perez i na mundialu to on był pierwszym wyborem selekcjonera. Jeśli chodzi o puchar CONCACAF zdobyty w roku 2011 to… nie był najlepszy czas w karierze Ochoi, bowiem po pierwszym turniejowym meczu został niesłusznie oskarżony o zażywanie substancji niedozwolonych – w skutek czego na tym turnieju (mimo wybornej dyspozycji) rozegrał zaledwie jeden mecz…

Wracając jednak do Mistrzostw Świata w Brazylii, przed trzema laty – nie bez powodu przecież chcę poświęcić temu wydarzeniu oddzielny akapit. Był to najlepszy czas w karierze Ochoi, chociaż jak wiecie dobrych momentów dotąd również nie brakowało. „Momo” zatrząsł, wręcz całym futbolowym światem stając się na spółę, z innym bramkarzem – Keylorem Navasem największym odkryciem mundialu. Jego znakomity refleks mogliśmy podziwiać dosłownie na każdym portalu, który choć w najmniejszym stopniu był związany z futbolem. Po tym jak drużyna „El Tri” odpadła z turnieju wiadomym było, że Ochoa nie pozostanie już w Ajacco na dłużej, a do drzwi włodarzy tego klubu pukali szefowie tuzów europejskiej piłki, jednak „Momo” znów zaskoczył wszystkich zamieniając Ajacco na Malagę, zespół niby mocniejszy, ale po tym co słyszeliśmy w prasie mogliśmy się spodziewać transferu do klubu aspirującego, wręcz co roku do zdobycia Ligi Mistrzów!

Ku zaskoczeniu wszystkich, Ochoa w Hiszpanii nie poradził sobie kompletnie i przegrał rywalizację o miejsce w składzie z Kameruńczykiem – Kamenim. Ówczesny trener „Boquerones” – Javi Garcia na konferencji stwierdził, że mimo (jego zdaniem) zauważalnych braków Meksykanina jeśli chodzi o umiejętności czysto bramkarskie „Momo” jest też… za niski. Kiedy jednak porównamy sobie wzrost Kameniego i Ochoi – ten pierwszy jest zaledwie centymetr wyższy. Cóż…

Dziś „Momo” jest na wypożyczeniu w Granadzie, czyli w zespole, który stracił w obecnym sezonie ligowym… ponad 60 bramek! Rzadko jednak za utratę goli można winić bramkarza, psy powinno się wieszać raczej na obrońców, którzy formację defensywną często zamieniają w szwajcarski ser! Granada ma już bardzo nikłe szansę na utrzymanie się w hiszpańskiej ekstraklasie, jeśli faktycznie spadek  „El Grany” stanie się faktem sytuacja to „Momo” nie będzie ciekawa – jednak nie ma wątpliwości, że kilka klubów z pierwszej klasy rozgrywkowej czy to w Hiszpanii czy to gdziekolwiek indziej w Europie zgłosi się po Meksykanina i może właśnie w swoim przyszłym klubie 31-latek odbuduje dawną formę – kto wie? Wiadomo jednak, że w Maladze nie ma już raczej czego szukać…

 

Źródła: olemagazyn.pl, transfermarkt.du

Comments

comments