Panie Darku, emerytura wzywa!

Na samym początku chciałbym tylko napomnieć o tym, że nie piszę tego tekstu po to by, dogryźć Panu Szpakowskiemu. Ale poruszam ten temat dlatego, że mam do niego ogromny szacunek, ba bez wahania, mógłbym go uznać za najlepszego komentatora, w całej historii dziennikarstwa polskiego. Jednak słuchanie go w „takiej formie” to trochę tak jak oglądanie ostatnich walk Tomka Adamka, niby osoba ta sama, ale czas zrobił swoje… Żal mi przede wszystkim tego, że głos człowieka, który cieszył moje uszy przez ostatnie lata, teraz sprawia, że owe uszy niemal więdną…

Z przykrością muszę przyznać, że rozpoczynałem oglądanie finału Ligi Mistrzów w Telewizji Polskiej, jednak cała masa gaf jakie popełnił Dariusz Szpakowski zmusiła mnie do tego, zmiany kanału, a dalszą część spotkania obejrzałem w Canal+…

Przekręcanie nazwisk („Szpaku” mówił na Cuadrado… „Guardado”), ciągłe przytaczanie tych samych – niezbyt wyszukanych anegdot (np. wspominanie o tym, że Bale jest Walijczykiem, a w Cardiff posiada swój pub – Pan Darek wspomniał o tym chyba z 6 razy…), bez sensowne porównania, czy też mówienie o tym, jak to bardzo futbol nie nauczył go pokory – to wszystko sprawiło, że nie dało się w spokoju skupić na oglądaniu meczu…

Pan Dariusz Szpakowski powinien sobie wziąć do serca słowa jednej z najpiękniejszych polskich piosenek: „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”, bo czasu niestety – oszukać się nie da… A w wieku jakim jest obecnie komentator Telewizji Polskiej powinno się już raczej siedzieć na bujanym fotelu i odstąpić miejsce młodszym kolegom…

Dziwię się, że Szpakowski nie odwiesił mikrofonu na kołek, kiedy zaczynały się pojawiać pierwsze objawy… starości, wtedy mógłby „zejść ze sceny niepokonany”, a teraz gdy już stał się pośmiewiskiem w internecie – powinien zrobić to czym prędzej.

Ja na sam koniec chciałbym tylko dodać, że ciężko mi się patrzy na te wszystkie memy, które obśmiewają „głos mojego dzieciństwa”…