Piłkarz z krainy kangurów przed szansą na wyrównanie nieprawdopodobnego rekordu!

Może i rozegrany został właśnie sparing wewnętrzny na zgrupowaniu reprezentacji Polski, po którym wszystko (jeśli chodzi o powołania na Mundial) jest już jasne, może i dywagacje na temat transferu Roberta Lewandowskiego są większe niż kiedykolwiek wcześniej, może i w światowych mediach huczy od plotek na temat nowego trenera Realu Madryt. Jednak ja postanowiłem dzisiaj napisać o czymś innym, a raczej kimś innym, kimś nietuzinkowym, kimś kim w Polsce nikt się nie jara, przez co zapewne – ja, czyli autor będę jedyną osobą, która ten tekst przeczyta. Myślę, że mimo to – będzie warto…

Jednak, spokojnie: bohaterem dzisiejszego artykułu nie jest ktoś nieciekawy, ktoś kto niczego w swym życiu nie dokonał. I chociaż jego zawodowa, trwająca od 22-lat kariera jest – że tak to ujmę – barwna, to dopiero za kilka tygodni ma on szansę zapisać się w kartach historii zgłoskami – nie tam: dużymi – ogromnymi i złotymi! Ma on szansę powtórzyć wyczyn, który dokonało w historii futbolu tylko trzech panów. Kto? A tacy, nikomu nie znani, trzej przeciętni grajkowie: Seeler, Klose i Pele… Mowa o wpisaniu się na listę strzelców w czterech różnych turniejach Mistrzostw Świata. Nieźle co?

Kto to taki? Jego nazwisko – Cahill. Timothy Joel Cahill. Po prostu Tim, albo inaczej „wariat, który mógł zostać legendą Evertonu lub też odejść do połowy innych klubów Premier League, ale wolał zabawę i amerykańskie pieniądze”…

*

Chociaż po przedstawieniu, dalsza charakterystyka tego gościa nie jest konieczna, myślę że – mimo wszystko – warto to zrobić.

Tim jako młodzian wyróżniał się w każdej z Australijskich lub Samoańskich szkółek w jakich występował. O skali jego talentu niech świadczy to, że w wieku czternastu lat był powoływany do kadry Samoa U-20… Po skończeniu siedemnastego roku życia (w międzyczasie zadecydował się, że chce reprezentować barwy Australii) Cahill uznał, iż Oceania jest już dla niego zbyt ciasna, więc wyjechał do Anglii. Zupełnie sam.

Chociaż młodemu zawodnikowi wydawało się, że w przeprowadzce do Europy najtrudniejsze będzie namówienie rodziców, okazało się, że nie. Bowiem w latach 90′ australijską piłką w Europie nikt się nie fascynował, nawet tutejsi skauci, więc Tim sam musiał sobie znaleźć klub. Kiedy okazało się, że największe londyńskie tuzy nie prowadzą już otwartych naborów dla chłopaków w wieku Cahill’a, ten musiał poszukać sobie zespołu trochę… ‚niżej’. Po kilku dniach tułaczki i niepewności, udało się – znalazł, Fc Millwal, wielki klub pogrążony w kryzysie, dał szansę Australijczykowi. Ten jej nie zmarnował, szybko został włączony do pierwszego zespołu i podczas swojej londyńskiej przygody jako piłkarz Lwów strzelił ponad 50 bramek.

Później Tima zgarnął Everton, gdzie napastnik spędził osiem lat i tam również ponad 50 razy cieszył się ze zdobytych bramek, w międzyczasie otrzymując przeróżne nagrody indywidualne, min. piłkarza roku w Evertonie…

Następnie zawodnik zdecydował się na poza europejskie przygody (USA, Chiny i rodzima Australia), aż w końcu – już na samo zakończenie kariery – powrót do Fc Millwal, które Cahilla, tak na dobrą sprawę stworzyło, i w którym Tim gra obecnie, mając 38-lat…

*

Okej, kariera klubowa fajna i ciekawa jednak obiektywnie trzeba też przyznać, że nie jakaś wybitna. Natomiast to kim Tim jest dla reprezentacji Australii jest już czymś, zdecydowanie – wybitnym… Najłatwiej mi będzie zobrazować to ukazując jego osiągnięcia:

  • Cahill jest najlepszym strzelcem w historii tejże reprezentacji,
  • Strzelił on dla niej (reprezentacji) pierwszą bramkę w historii jej występów w Mistrzostwach Świata,
  • W historii Mundialów również jest on dla ekipy Socceroos najlepszym strzelcem w historii,
  • Zresztą nie mogło być inaczej skoro bez Timothy’ego Joel’a Cahill’a w drużynie, reprezentacja Australii nigdy nie zakwalifikowała się nawet do Mistrzostw Świata…
  • Na sam koniec tylko dodam, iż Tim za chwilę (możliwe, że już podczas Mistrzostw Świata w Rosji) doścignie Marka Schwarzera i stanie się też piłkarzem z największą liczbą występów w kadrze. Wtedy chyba będziemy mogli oficjalnie powiedzieć, że pobił on już wszystkie reprezentacyjne rekordy…

*

Na koniec trzeba dodać, że Cahill jest ikoną nie tylko australijskiego futbolu, ale również całej Australii, gdzie przecież do czasów jego panowania, piłka nożna nie kręciła tamtejszych ludzi, praktycznie w ogóle… A dziś? Obywatele Australii kochają ten sport i nie mniejszym uczuciem darzą Tima, na którego cześć powstaje obecnie… pomnik. Jestem więc pewien, że gdyby w Australii ludzi było przynajmniej tyle ile kangurów, to 38-latek byłby na każdym kroku oblegany co najmniej tak mocno jak polscy youtuberzy na meet-upach.

 

Comments

comments