Polski Balotelli znów zachwyca!

„Łukasz Teodorczyk potrafi strzelić trzy gole, dwa razy nie trafić na ‚pustaka’, później wkur*ony zejść z boiska! A to wszystko podczas jednej gierki treningowej!” – takie zdanie, ktoś mi kiedyś powiedział na temat polskiego Balotellego, i tak sobie myślę, że to właśnie ów króciutka anegdota najlepiej opisuje sylwetkę polskiego napastnika Anderlechtu…

Jeśli chodzi o formę Teodorczyka z obecnych rozgrywek, w porównaniu do poprzedniego sezonu można zauważyć dosyć intensywny kontrast. Rok temu bowiem Polak był już niemal pewny zdobycia korony króla strzelców, a dziś na swym koncie ma ledwie siedem ligowych bramek. Z czego trzy trafienia zaliczył w dzisiejszym meczu.

W obecnej ligowej kampanii o Łukaszu było głośno raczej z powodu pozaboiskowych wybryków, niż dzięki pozytywnym zmaganiom na boisku. A to Teo pokazał fucka kibicom rywali, a to kopnął bez piłki piłkarza drużyny przeciwnej, czy – jakby to ładnie ubrać w słowa? – otworzył drzwi od szatni za pomocą swojej głowy…

Za swoje wybryki był już wielokrotnie karany: przez klub – przeniesieniem do drużyny rezerw, przez szefów ligi – karą finansową, a Adam Nawałka nie powołał go na listopadowe zgrupowania kadry. Wszyscy mieli Polaka w Brukseli już po dziurki w nosie, belgijscy kibice na Twitterze utworzyli nawet akcję pod hasztagiem #TeoOut… Jednak prezes największego klubu w Belgii postanowił odrzucić oferty z: Francji, Hiszpanii czy Chin i dać Łukaszowi jeszcze jedną, ostatnią szansę.

Teodorczyk, z początkiem roku, wrócił więc do regularnej gry, ale coś było nie tak… Występy polskiego napastnika były w 2018 roku zbyt dyskretne, nie potrafił trafić do siatki, z kolejki na kolejkę było widać na twarzy Teo coraz większą frustrację. Jasne stało się, że jeśli Łukasz lada chwila się nie przełamie, ‚za chwilę’ znów coś odwali. Trener nie mógł go posadzić na ławce, bo byłoby, to przecież w przypadku takiego charakteru – samobójstwo. Wszyscy – prócz ostrzących sobie zęby dziennikarzy, czekających na kolejny skandal – modlili się o przełamanie dla Polaka, nawet niewierzący…

I wymodlili! Teo dziś, w ramach 28 kolejki belgijskiej ekstraklasy, najpierw wykorzystał rzut karny, a później jeszcze dwa razy trafiał do bramki, notując hat-trick. Bomba tykała, aż wybuchła, tym razem nie siejąc już spustoszenia w samej Brukseli, ale w szeregach wroga. Polski Balotelli wrócił!

Różne głupie rzeczy Teodorczyk w swoim życiu odwalił i z pewnością jeszcze nie raz Teo nas wszystkich pozaboiskowym zachowaniem negatywnie zmartwi. Jednak warto mieć takiego piłkarza w klubie i kadrze, właśnie dlatego, że jego nieprzewidywalność pozwala wygrywać spotkania, nawet te najtrudniejsze…

Gościom – takim jak Teo, właśnie dzięki meczom jak to dzisiejsze – wybacza się wszystko… Prezes Anderlechtu to rozumie, nie bez kozery, przecież odrzucił oferty za Polaka, opiewające nawet na 20 milionów euro!

Comments

comments