Real oraz Barcelona pożegnają się z Ligą Mistrzów już w ćwierćfinale – tak twierdzą „eksperci”…

Szczerze powiedziawszy – dzisiaj nie miał pojawić się na tym blogu żaden tekst. I nie, nie dlatego, że zapomniałem o losowaniu par ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów, ale dlatego, że ostatnimi czasy, najzwyklej w świecie po prostu – jak to się zwykło ładnie mówić – nie mam weny… Jednak otrzymałem masę wiadomości, żebym się mimo wszystko „wypowiedział” na temat dzisiejszego losowania, cóż – dla Was wszystko! Mimo to nie wiem czy chodziło Wam o takie podsumowanie, bowiem znów zboczyłem troszeczkę na inny tor i napisałem o tym… co piszą – jakby to nie zabrzmiało!

Jeszcze tak naprawdę nikt nie zdążył ochłonąć po losowaniu, a już w mediach, ludzie przez wielu uważani za ekspertów piłkarskich rokują, że tak naprawdę Real to nie ma w ogóle po co przyjeżdżać do Monachium, bo Bayern „się po nich przejedzie”, że Barcelona również w takiej formie dozna sromotnej klęski w batalii z Mistrzem Włoch – Juventusem – bla, bla, bla…

Pozwolę sobie najpierw omówić sytuację dwumeczu, w którym to Juventus zmierzy się z Barceloną, która jak wspomniałem wcześniej jest w „mizernej formie” – mówiąc z przymrużeniem oka – obawiałbym się w takim razie Barcy w dobrej formie – jeśli ta słabsza wersja mistrzów Hiszpanii jest w stanie roznieść PSG 6:1. Wyprzedzając wszystkie pytania – tak, bawi mnie określanie dyspozycji zespołu po jednym/ostatnim meczu, bowiem nawet kibic interesujący się piłką nożną chociaż w niewielkim stopniu był w stanie przewidzieć, iż wyczerpani zawodnicy Dumy Katalonii, którzy jeszcze dzień przed meczem z Deportivo, na portale społecznościowe udostępniali zdjęcia tego jak bawią się po wyrzuceniu za burtę statku, który nazywa się „Liga Mistrzów”, najlepszego francuskiego zespołu – mógł przewidzieć, że Barcelona ligowego meczu nie wygra. Jednak wiadomo, że artykułu najzwyczajniej zatytułowanego „Barcelona zmierzy się z Juventusem w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.” ludzie nie przeczytają tak chętnie jak tego z tytułem „Znamy pary ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów! Będąca w kiepskiej formie Barcelona prawdopodobnie pożegna się z Champions League!”…

Niemal bliźniacza sytuacja ma się w przypadku dwumeczu, w którym Bayern podejmie Real Madryt. Tutaj też wszystkie brukowce wiedzą już, że Galacticos, którzy oczywiście również są w fatalnej dyspozycji, bowiem podopieczni „Zizou” przecież zachowali w tym sezonie czyste konto w meczach wyjazdowych tylko dwa razy, więc Bawarczycy skrzętnie to wykorzystają i w pierwszym meczu zapewnią sobie taką zaliczkę, której Real nie odrobi na Santiago Bernabeu. A, właśnie byłbym zapomniał, Cristiano Ronaldo i spółka, w końcu będą musieli zmierzyć się z godnym przeciwnikiem, bowiem ostatnie lata pokazywały nam, że Real radzi sobie tylko i wyłącznie ze słabszymi przeciwnikami… Szanujmy się! Naprawdę nie mam zielonego pojęcia dlaczego takie teksty cały czas „się klikają” i kiedy wpiszemy frazę „Liga Mistrzów” w wyszukiwarce jako pierwsze wyświetlają nam się artykuły nie dające nam żadnej wartości merytorycznej, a nie przesadziłbym jeżeli nazwałbym je syfem… „Real Madryt nie radzi sobie z mocniejszymi przeciwnikami” – nie trzeba daleko sięgać pamięcią by zobaczyć, że Królewscy z kwitkiem odprawiali również zespoły uważane za „mocne”, jednak w ogóle o czym my mówimy? Jeśli zespół zwycięża w przeciągu ostatnich trzech lat, najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe na świecie, dwa razy, a pismaki, by tylko zdobyć odsłony dla portali, które płacą im właśnie za to by takie bzdury publikowali, napiszą w kilku zdaniowej wypowiedzi, że Real nie potrafi grać z mocniejszymi rywalami i na pewno tym razem odpadną w ćwierćfinale.

Podsumowując ostatnie dwa akapity, wydaję mi się, że i Barcelona i Real „przejdą” kolejno Juventus i Bayern, bo zespoły z Hiszpanii wcale nie znajdują się w tak fatalnej dyspozycji jak twierdzą niektórzy „eksperci”…

Oczywiście ćwierćfinał nie byłby ćwierćfinałem, gdyby zestawione były tam dwie pary, ale wydaję mi się, że chyba tego akurat nie trzeba tłumaczyć nawet tym, którzy widzą słabą dyspozycję Realu czy Barcelony… Pozostałe dwa mecze to As Monaco – Borussia Dortmund oraz Atletico Madryt – Leicester City. Wydaję mi się, iż w obu tych meczach przeciwnie do dwóch, o których wspomniałem wcześniej nie obędzie się bez niespodzianek, gdyż dziwne przeczucie każe mi twierdzić, że zarówno zespół z księstwa pokona podopiecznych Tuchela jak i nieobliczalny (ciągle) mistrz Anglii, pokona Atletico i znajdzie się w półfinale Ligi Mistrzów, ależ to by była historia!

Comments

comments