Real pokonał Valencię z palcem w dupie!

Valencia wczoraj na własnym stadionie uległa Realowi aż 1:4, co pewnie wielu zdziwiło patrząc na to, że przed tym spotkaniem Nietoperze na Estadio Mestalla w obecnie trwającym sezonie przegrali tylko raz. Jednak kiedy spojrzymy z drugiej strony – nie jest to żadne zaskoczenie, podopieczni Zidane’a grali bowiem z nożem przyłożonym do gardła tak blisko, że… bliżej nie można. 

Wczoraj na Mestalla oglądaliśmy Wielki Real z końcówki poprzedniego sezonu: z aktywnym Cristiano, z szarżującym w ofensywie Marcelo, z kapitalnym środkiem pola i… ze szczęściem pod własną bramką, bowiem każdy kto oglądał to spotkanie, a nie tylko sprawdził wynik na Flashscore, wie że dwóch piłkarzy Valencii mogło, a raczej powinno zdobyć hat-tricka (byli to Rodrigo i Kondogbia), a każdy kto ów mecz przeanalizował wie, że to ekipa trenera Marcelino ‚miała’ więcej 100-tek. Jednak Galacticos byli skuteczniejsi, nawet pomimo tego, że również zmarnowali dwie czy trzy dogodne sytuacje, trzeba pochwalić zawodników najbardziej utytułowanego klubu na świecie za zimną krew pod bramką rywali i za pomysł z jakim sobie sytuacje kreowali. Każdy bowiem, kto ma jeszcze w głowie nieszczęsne spotkanie z Leganes dostrzegł, że wczoraj podopieczni Zidane’a byli w stanie zaoferować coś więcej niż: wrzuta w pole karne. Inaczej, zresztą by Valencii nie pokonali…

Pewnie zapytacie: Okej, ale po co to wszystko, przecież nie w Twoim stylu jest pisanie ‚pomeczówek’, w dodatku jaki sens ma to kilkanaście godzin po zakończeniu spotkania? Macie rację, sens jest głębszy: piszę ten tekst dlatego, że wydaję mi się iż wczorajszy mecz przeciwko Valencii będzie dla Realu punktem zwrotnym, że podopieczni Zidane’a przestaną gubić punkty z częstotliwością podobną do tego jak je zyskują. Dlaczego tak myślę? Pewnie gdybym był kobietą odpowiedziałbym, że to jest po prostu: intuicja, ale niestety – nie jestem, więc mam trudniej. Spróbuję, więc: po prostu wczoraj oglądając Real było widać, że to nie jest ‚zwykła’ drużyna, że to są Galacitcos. I nie, nie chodzi mi o palec jaki CR7, włożyłó w tyłek Marcelo, choć – trzeba przyznać, że to też nie jest zjawiskiem ‚zwykłym’…

Real był wczoraj drużyną, z jednej strony, wkurzoną tym co zaszło w niedalekiej przeszłości, ale też szczęśliwą z tego, że mogą grać w piłkę, cały czas chcieli więcej: więcej goli, więcej podań, więcej wszystkiego. Dzięki czemu dali kibicom: więcej radości. Tak jak pisałem wyżej, nie wiem do końca dlaczego, ale jestem przekonany, że od tej pory kibice Galacticos będą w najbliższych tygodniach mieli wiele powodów do uśmiechu, bo coś w końcu zatrybiło. Chociaż już ligi ani pucharu nie odratują, to przecież zostało jeszcze jedno trofeum, które ‚jest do wzięcia’, i którego zdobycie może sprawić, że sezon 17/18 dla Zidane’a i jego podopiecznych jeszcze może być piękny…

Comments

comments