„Sikałem krwią przez dwa lata, a wszystko po to by spełnić marzenia!”

Zacznę może od tego, iż nie byłem pewny czy powinienem pisać taki artykuł… Bowiem postawa Saula Nigueza – nie jest do końca godna pochwały…

Postaram się pokrótce wyjaśnić wszystkim, o co w ogóle chodzi i skąd się wzięło to zamieszanie wokół Saula. Mianowicie rozchodzi się o to, że udzielił on ostatnio – że tak to ujmę – mocnego wywiadu, w którym opowiedział jak trudne były dla niego ostatnie dwa lata, przez kłopoty zdrowotne.

– Dwa lata grałem z wewnętrznym cewnikiem, sikałem krwią po każdym treningu, ryzykowałem zdrowiem, aby grać w Atletico, co od dziecka było moim marzeniem. I choć po drodze trafiłem do Realu to Atleti zawsze było moim najukochańszym zespołem, chcę dać naszym kibicom wreszcie puchar Ligi Mistrzów! – mówił Saul, którego niebagatelne kłopoty w końcu się zakończyły…
Jak informuje madrycka prasa, a dokładniej – dziennik Marca, do takiego stanu, środkowego pomocnika doprowadziło jedno ze starć, w rozgrywkach Ligi Mistrzów, kiedy zespół Rojiblancos mierzył się przeciwko Bayerowi Leverkusen 25 lutego 2015 roku. Na nerce Saula pojawił się wtedy krwiak, który „zszedł” dopiero po upływie dwóch lat. Ów uraz miał powodować właśnie problemy, które 22-latek przedstawił w wywiadzie…
Na sam koniec tego tekstu chciałbym wrócić do pierwszego akapitu, który – jak zresztą mogliście zauważyć – nie do końca łączył się z dalszą częścią tekstu – taki był też mój zamiar… Na tym blogu staram się – jeśli nadarzy się do tego okazja – przekazywać same korzyści, które płyną z tego, że ktoś obrał sobie zawód piłkarza. Niestety, piłka nożna to również: masa nieprzyjemności, wyrzeczeń i… bólu, nie tylko psychicznego związanego z presją nakładaną przez media, ale i również tego fizycznego. Jak pokazuje przypadek Nigueza ambicje czasami nie pozwalają przestać trenować, a zdrowie schodzi na drugi plan… Wielu pisze/mówi jaki to ten Saul nie jest twardy, zawzięty – bla, bla, bla. Ja powiem: jaki ten Niguez jest głupi! Futbol to przecież tylko sport, a więc jak mówił Karol Wojtyła  „rzecz nieważna” – niewarta zatem utraty zdrowia… Żeby mnie tylko nikt źle nie zrozumiał! Doceniam to jaką ambicją wykazał się środkowy pomocnik, ale gdyby ta sytuacja nie skończyłaby się happy endem? Zapewniam, że żadna z tych kolorowych stronek i gazetek, które teraz pochwalają tego typu poświęcenia, jeśli Saul musiałby zakończyć karierę piłkarską (czego mu oczywiście nie życzę) nie wspomniałaby słowem o tym, że taka gra jest – najzwyczajniej w świecie mówiąc – nie warta świeczki! Bo to by się nie klikało, ludzie by tego nie czytali, a koniec, końców – tym kolorowym gazetką i stronką właśnie o to się rozchodzi! Przykre, ale prawdziwe… Dopóki, więc do mnie jeszcze nie dotarł ten wyścig szczurów, (bo dziennikarski światek coraz częściej przypomina te zawody) w którym najważniejsze są odsłony, będę starał się przekazywać, nie to co się „sprzeda”, ale to co myślę…

Comments

comments