Sławek Peszko – mój ulubiony piłkarz!

Na Peszkina spływała, spływa i – nie oszukujmy się – będzie jeszcze wiele razy spływała – lawina hejtu, zazwyczaj słuszna, lecz, umówmy się – też nie zawsze, a na pewno nie w tak ogromnej skali jak często miało to miejsce w przeszłości… Zostawmy to wszystko jednak, bo dziś będzie bardzo wyjątkowo. Dlaczego? Ponieważ nie dość, że w ogóle zabrałem się do pisania, to jeszcze na temat, dla wielu pewnie trochę absurdalny – mianowicie, chciałem napisać Sławomirowi… laurkę, serio. Wbrew wszystkim i wszystkiemu.

Wypadałoby chyba napisać na początku skąd w ogóle… to wszystko: ten tekst i wreszcie – moja sympatia do Peszki, prawda? Myślę, że po prostu stąd, iż lubię prawdę, prawdziwość i ludzi kierującymi się podobnymi dewizami. A Sławkowi można zarzucić praktycznie wszystko i ja o tym wiem. Lecz tego, że jest prawdziwym, wręcz swojskim chłopakiem, nikt nie może negować. Drugorzędnymi cechami są poczucie humoru piłkarza Lechii i jego umiejętności piłkarskie, które – swoją drogą – wcale chyba nie są takie złe, patrząc na całą jego karierę: Fc Koln, Parma, Wolverhampton, do takich klubów chyba nie trafiają ogórki, czy się mylę?

Pytasz Sławka czy czasem się napije? Odpowiada: „tak”, pytasz czy nawrzucał, trenerowi? Odpowiada: „tak”, nie unika odpowiedzi na niełatwe pytania. To jest właśnie ta prawdziwość, o której wspominałem wcześniej i powtórzę raz jeszcze: mega takową postawę szanuję!

Żeby też mnie zaraz nikt źle nie zrozumiał: nie pochwalam uciekania przed niemiecką policją po szarpaninie z taksówkarzem, ani wymierzania sprawiedliwości na boisku poprzez brutalne faule czy też innych wspomnianych w poprzednim akapicie wybryków, są to zachowania złe, jednak takie zachowania pokazują nam, że pośród tych wszystkich wyidealizowanych profesjonalistów, w wielkim świecie, zachowują się ‚zwykli’ ludzie, którzy popełniają i powielają głupie błędy. Komu z nas się to nie zdarza?

Właśnie ta świadomość, że do ‚wielkiego świata’ dostał się ktoś taki jak Sławomir Peszko pokazuje nam nie tylko to, że możemy się z kimś identyfikować – choć i to jest niezaprzeczalne, ale przede wszystkim pokazuje, że można, że na szczyt nie dochodzą tylko wybrane, idealne jednostki… Ale: Ja, Ty, czy Twój sąsiad – My ‚zwykli’ ludzie, którzy nie prowadzą życia usłanego różami, którzy popełniają błędy, kosztujące nas bardzo wiele, również możemy wszystko.

Kurczę, jest tak przetyrane i przemamlane, angielskie przysłowie, które słyszał już każdy: Sky is the limit. Czy w tym przysłowiu jest gdzieś, że tylko wybrani mogą osiągać w życiu sukcesy? Jasne, że nie! To dla nas wszystkich: Sky is the limit. Nie ma co się załamywać, że a to mam niewyparzony język, że nie mam nerwów ze stali, serio, nie trzeba być idealnym, by robić w życiu wielkie rzeczy i trzepać wielką kasę, wystarczy być odważnym i zapieprzać… jak Sławomir Peszko.

Comments

comments