„Syndrom brazola”

(Zanim przeczytasz ten artykuł chciałbym, żebyś wiedział, że jest to tekst z serii – nie czytaj w ogóle albo cały, więc zastanów się czy masz chwilkę, bo frazy wyrwane z kontekstu, nie pozwolą Ci go zrozumieć.)

***

Jeśli zapytano by mnie o to jaki naród produkuje najlepszych piłkarzy. Bez sekundy zastanowienia odpowiedziałbym, że Brazylia. Nie ulega to w moim mniemaniu żadnym dyskusją, Bóg po prostu najzwyczajniej w świecie obdarzył ich czymś, czego nie dał, ludziom innej narodowości – wiem, dziwnie to brzmi, ale nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć…

Dlaczego jednak, w takim razie Brazylijczycy, od dawien dawna nie dominują już futbolu reprezentacyjnego, a ostatni raz reprezentant Canarinhos Złotą Piłkę zdobył dziesięć lat temu? Już śpieszę z odpowiedzią na to pytanie: po prostu Brazylijczycy, tak samo jak ludzie z wszystkich innych zakątków południa Ameryki (patrząc na ogół) to nieroby, w ogóle – najgorsze bydło, na świecie…

*

Kiedy jedziesz do Brazylii na wakacje, nie możesz do końca skupić się na podziwianiu tego kraju, bo musisz uważnie oglądać się za siebie czy przypadkiem, ktoś Ci czegoś nie ukradnie.

Kiedy widzisz uśmiechniętego Brazylijczyka, to wiedz, że uśmiech nie jest szczery, bo ten – z pozoru – miły o oliwkowej karnacji gość, chce Ci, albo sprzedać jakiś shit lub coś ukraść.

Kiedy idziesz sobie po losowej ulicy w Brazylii rzadko spotykasz samą kobietę, bo o każdej porze dnia jest łakomym kąskiem dla tamtejszych gwałcicieli. Nawet w brazylijskich ‚wiadomościach’ nie mówią o wszystkich gwałtach o jakich wiedzą, bo trzeba byłoby przeznaczyć na to cały program – każdego dnia…

Brazylijczycy są też brudasami jakich próżno szukać nawet w Azji… Miałem kiedyś możliwość wejścia na zaplecze do jednej z tamtejszych restauracji – RESTAURACJI – powtarzam, nie jakieś tam pizzerii czy baru i, szczerze mówiąc kiedy ten widok pojawia mi się przed oczyma – nawet dziś, mam ochotę puścić pawia…

Mógłbym jeszcze długo przytaczać wszystko co złe znajduje się w Brazylii, a i tak zaraz ktoś wyskoczy mi z tekstem typu: takie skrajne przypadki dzieją się w każdym kraju. No tak, tylko, że tam ‚takie skraje przypadki’ są normalką…

Wiecie jednak, co najlepiej podsumowuje Brazylię? Wypowiedź, którą przeczytałem parę lat temu, gdzieś w angielskich mediach – nie pamiętam dokładnie w jakim dzienniku. Otóż pewien dziennikarz po dosyć długim, bo trwającym bodajże miesiąc pobycie w Brazylii napisał dość głośny tekst, a kilka zdań z niego postaram się przytoczyć: Rio de Janeiro to najstraszniejsze miejsce w jakim byłem. Kiedy widzisz te wszystkie przestępstwa dokonywane, zresztą nie tylko na Copacabanie, na własne oczy i widzisz, że nikt na to nawet nie reaguje, ogarnia cię straszne zdenerwowanie, ale później jeszcze większa niemoc. Chcesz pomóc poszkodowanemu, ale nie możesz nic zrobić, bo wiesz, że nawet policja nie reaguje. (…) Na szczęście, na samym początku mojego pobytu w Rio spotkałem taksówkarza, powiedział mi on które miejsca powinienem omijać. Straszne jest to, że później jeszcze setki razy jeździłem taksówką i każdy widząc, że nie jestem tubylcem zamiast mi pomóc, próbował naciągnąć, bym zapłacił jakąś kosmiczną stawkę za przejazd taryfą.

*

Ale skąd to całe zamieszanie, o co mi w ogóle chodzi? Inspiracją dla mnie by napisać ten tekst był – Robinho, Robinho, który złamał mi serce – zresztą nie po raz pierwszy, bo robił to już opuszczając jednostki treningowe w Mediolanie, z powodu kaca, już kilka lat temu, ale teraz sprawa jest znacznie poważniejsza. Były zawodnik właśnie Milanu, Realu czy Manchesteru City został uznany za winnego, w sprawie gwałtu. Sąd skazał go na dziewięć lat pozbawienia wolności, chociaż oczywiście nie trafi on na razie za kratki, bo jego przedstawiciele będą się od tego wyroku odwoływali, to cóż – wszystko wskazuje na to, że zgwałcił on kobietę, zresztą ponoć 99-krotny reprezentant Brazylii nie ma zbyt mocnego alibi. Włosi natomiast, jeśli kolejne instancje potwierdzą jego winę, prawdopodobnie będą wszczynali procedurę ekstradycji… Człowiek, który był uważany za kolorowego ptaka, milutkiego wesołka, okazał się być właśnie takim niewyżytym seksualnie brazolem, o których pisałem wcześniej – to jest straszne.

Wielu Brazylijczyków już serce nam łamało – piszę ‚nam’, bo nie znam pasjonata futbolu, który nie lubiłby patrzeć na ich grę, ale niestety – oni są jacy są. Kiedy piłkarze z Ameryki Południowej przylatują do Europy – wariują, we łbie im się miesza od ogromnej gotówki jaką płacą właściciele europejskich klubów, oni przecież wychowywali się na kradzeniu portfeli – od najmłodszych lat, patrzyli na wszystkie przestępstwa dokonywane na ulicach ich kraju, więc kiedy dostaną zastrzyk takich pieniędzy dzieje się… to co się dzieje… Parafrazując Ibrę „Można wyjść z każdego miejsca, ale nie każde miejsce wyjdzie z Ciebie”.

Adriano, właśnie Robinho czy Ronaldinho to piłkarze, którzy mieli papiery by przy odpowiednim prowadzeniu się wejść na poziom, współczesnych gigantów: Messiego czy CR7 (Ronnie zresztą przez pewien czas na tym poziomie się znalazł), to co potrafili oni robić z piłką przy nodze, nawet wspomnianym: Argentyńczykowi i Portugalczykowi się nie śniło, tyle że właśnie wtedy kiedy, Ci którzy są dziś na szczycie spali, wspomniana trójka – i wielu innych ‚złotych dzieciaków brazylijskiej piłki’ szlajało się po klubach.

*

Jest mi przykro, bo na naszych oczach wielu tak bardzo utalentowanych chłopaków niszczyło (i niszczy) sobie nie tylko karierę sportową, ale i życie… Miejmy nadzieję, że Ci Brazylijczycy, którzy dziś są na szczycie (Neymar, Gabriel Jesus) nauczeni przez historię swoich praktycznie wszystkich starszych kolegów będą potrafili się na nim utrzymać, a „syndrom brazola” ich nie dosięgnie…