„Taras Romańczuk, nie jest Polakiem, a co za tym idzie: nie powinien grać dla reprezentacji Polski”

Czy gość, który przez 21 lat żył na Ukrainie, a od narodzin w tymże kraju mieszkali również jego rodzice, po tym jak pomieszkał sobie w Polsce 5 lat, staje się Polakiem? Było to pytanie, należące raczej do tych retorycznych… Jak dla mnie jest to w pełni jasne i logiczne: ‚ów gość’, czyli (wszyscy, i tak wiemy o kogo chodzi) – Taras Romańczuk, nie jest Polakiem, a co za tym idzie: nie powinien grać dla reprezentacji Polski.

Wydawało mi się, więc że dla prezesa PZPN, którego wręcz mottem od początku sprawowania najważniejszej funkcji w polskiej piłce, był frazes: nie chcemy farbowanych lisów, sytuacja będzie jasna i przejrzysta. No i okazuje się, że faktycznie – taka jest, bo faktycznie prezes, nie ma w tej sytuacji, żadnych wątpliwości. Według Pana Bońka jeśli tylko selekcjoner, będzie widział dla Romańczuka miejsce w kadrze, defensywny pomocnik Jagi na zgrupowanie polskiej reprezentacji pojedzie…

Rozumiałbym, gdyby Romańczuk otwarcie mówił: jestem stuprocentowym Polakiem, mam żonę Polkę oraz chcę by moje dzieci wychowały się w tym kraju. Jednak, nie! Taras, jak przedstawiał Boniek i jak mówił on sam: Czuje się Polakiem (jednak ‚tylko’) piłkarsko i wierzy, że to iż od teraz posiadał będzie obywatelstwo polskie sprawi, że ominą go komplikacje przy ewentualnym przyszłym transferze.

*

Swoją drogą, tak sobie myślę: kim trzeba być by zrzec się swojego obywatelstwa? Musicie, bowiem wiedzieć, że na Ukrainie (całkiem słusznie, zresztą) panują zasady, na mocy których można przynależeć tylko i wyłącznie do jednego kraju. Romańczuk ów obywatelstwa zrzekł się, po 5 latach nieobecności w państwie i przyjął polskie, straszne…

Szczególnie boleć musi to Ukraińców, którzy znajdują się w sytuacji polityczniej – lekko mówiąc – trudnej, dla nich jedność narodowa jest dziś rzeczą bardzo ważną. A kiedy patrzysz na młodego chłopaka, który ma wszelkie predyspozycje aby godnie reprezentować kraj na arenie międzynarodowej, zrzekającego się tego, że pochodzi skąd pochodzi, możesz się podłamać…

Nie chcę nawet myśleć o tym, jak czuje się rodzina piłkarza Jagiellonii…

*

Żeby było jasne: nie neguję umiejętności piłkarskich Romańczuka, bo te, bez dwóch zdań, stoją na poziomie, nie niższym, niż choćby Mączyńskiego – czyli naszego etatowego kadrowicza. Jednak, widzicie – tu pojawia się problem: Mąka (niech on już posłuży za przykład) jest ‚naszym’ kadrowiczem, a Romańczuk jest Ukraińcem grającym sobie w polskiej lidze, nawet nie próbującym udawać, że jest Polakiem…

Jako kibica polskiej reprezentacji, wiele bardziej drażni mnie jednak to, że ktoś komu zaufano, by stał na czele polskiej piłki przez osiem lat, wydający się prezesem – takim zwykłym, ludzkim, będącym daleko od światka polityki, okazuje się, być taki sam, jak Ci wszyscy źli ludzie zasiadający w sejmie, że jest po prostu zwykłym hipokrytą…

Na sam koniec, muszę jeszcze raz podkreślić, że to iż mi jako patriocie czy kibicowi reprezentacji polski coś się nie podoba, jest rzeczą normalną. Jednak denerwuje, a raczej – za mało powiedziane – wku*wia mnie w tej sytuacji, też coś jako człowieka. A nie jest to normalne, by tak błaha rzecz, jaką jest futbol powodowała takowy stan u kogokolwiek. Nie rozumiem i choćby zaraz sam papież próbował mnie przekonać – nigdy nie zrozumiem, zdrady ojczyzny, a już na pewno nie dla kariery. Tego Romańczukowi (chodź personalnie się nie znamy), jak człowiek człowiekowi, nigdy nie wybaczę…

 

Comments

comments