Teraz to Rzeźnik się śmieje…

Śmiało się z niego wielu, a raczej z kierunku jaki obrał, od kibiców Legii do tych, którzy ligę polską oglądają raz na ruski rok. Tymczasem okazuje się, że Jakub Rzeźniczak zamieniając klub z Warszawy na Karabach Agdam, zrobił dla siebie najlepsze co mógł… Po pierwsze, zapewnił sobie – jak mniemam – lepsze zarobki, po drugie pewną grę, jest najlepszym obrońcą w całej drużynie, a co może zabrzmieć kuriozalnie, w drużynie lepszej od tej, w której go nie chciano! Bowiem nie jest tajemnicą to iż na Łazienkowskiej Kuba Rzeźniczak, pomimo wielu zasług nie był już mile widziany… Natomiast teraz Legioniści marzą o tym, by mieć choćby w połowie tak dobrego środkowego obrońcę jakim jest Rzeźnik, bo w ekipie Wojskowych – stoperów mają obecnie – tak naprawdę dwóch: Dąbrowskiego i Czerwińskiego. Bowiem Pazdan lada moment zmieni klub, a nowy (stary) nabytek Warszawiaków – Inaki Astz, dopiero przyleciał do stolicy Polski, więc wiadomo jak to jest z obcokrajowcami trafiającymi do Ekstraklasy – często potrzebują schudnąć, zaaklimatyzować się etc…

Tymczasem mistrz Azerbejdżanu, z Rzeźniczakiem w składzie eliminuje rywali w kolejnych fazach Eliminacji do Ligi Mistrzów, a wczoraj w pierwszym meczu czwartej rundy, która – rzecz jasna – zadecyduje o tym kto zagra w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na świecie, podopieczni Qurbana Qurbanova zwyciężyli z faworyzowaną Kopenhagą. Jednak akurat do tego, że Karabach nie jest stawiany w roli faworyta (oczywiście na europejskim podwórku) mogliśmy się już przyzwyczaić, bo – zwyczajnie, w przeszłości był to chłopiec do bicia. Jednak to się w tym sezonie zmieniło. I owszem – można mówić, że Fc Samtredia, Sheriff Tiraspol, ani Fc Kopenhaga to nie są zespoły, które wzbudzałyby szacunek u największych europejskich tuzów, ale – tak jak mówię, wszystkie te trzy zespoły były stawiane w roli faworyta przed pojedynkami z Karabachem. (Nawet mimo korzystnego wyniku u siebie Karabach jest w rewanżowym pojedynku z mistrzem Danii skazywany na porażkę…) Jednak rzeczywistość pokazała, że zespół budowany, wręcz arcy-mądrze przez tureckiego biznesmena – Tahira Gozala, jest w stanie: pokazać siłę swego ataku oraz moc defensywy – jeszcze raz przypomnę – dowodzonej przez Rzeźniczaka. Więc jeśli tylko do głów Azerów nie wrócą demony przeszłości (niegdyś przegrywali, na wyjeździe z Kopenhagą różnicą sześciu bramek!) zapewne już niebawem będziemy mogli oglądać Karabach Agdam w fazie grupowej Champions League, ale przede wszystkim będziemy mogli oglądać kolejnego Polaka w tych rozgrywkach!

I chociaż pewnym jest fakt, że Rzeźnik dalej kocha klub, którego jest wychowankiem, to ja na jego miejscu czułbym – pieprzoną radość. Zapytacie: „Radość, z czego?  Z tego, że Legii nie idzie?”. Czułbym się dobrze przede wszystkim z powodu tego, że Karabachowi idzie świetnie. Ale tak – z tego, że Wojskowi mają teraz problemy – również. I chociaż nie wypada cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia, a w dodatku z nieszczęścia kogoś kogo kochamy, a raczej czegoś czego kochamy… Jednak, jakby nie było ten ktoś, a raczej to coś – w pewnym sensie – złamało Rzeźniczakowi serce (jeszcze raz podkreślam – jestem pewien, że gdyby Legia wyraziłaby chęć dalszej współpracy z Jakubem, to on sam nie ruszałby się ze stolicy!). Rzeźnik może teraz sobie pomyśleć „Gdybym został, rozwiązałoby się wiele problemów CWKS’u” – w końcu może czuć się dowartościowany, bo za czasów jego gry w Warszawie, rzadko miał takie poczucie – o ile miał je kiedykolwiek…

Comments

comments