To nie był Lewy!

Święto Wszystkich Świętych jest jednym z najbardziej paradoksalnych w całej religii chrześcijańskiej, nie znam bowiem człowieka, który udzieliłby mi odpowiedzi na to dlaczego akurat w tym dniu, zamiast polerowania i modlenia się do figurek ludzi uznanych za świętych, wszyscy ruszamy na cmentarze, by odwiedzić zmarłych, którzy świętymi nigdy nie byli… Takim człowiekiem, który – umówmy się – podczas swego 56-letniego żywotu „troszeczkę” nagrzeszył był Paweł Zarzeczny, jednak na pewno nie był człowiekiem, o którym można powiedzieć tylko tyle, że coś tam pisał i coś tam mówił. Zarzeczny bowiem jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych, najdziwniejszych, ale i najmądrzejszych postaci jakie widziało dziennikarstwo polskie…

Więc kiedy umiera, taki ktoś jak Paweł, wiadomym jest, że ludzie o nim przez długi okres nie zapomną, a już na pewno nie w dniu, kiedy masowo odwiedza się cmentarze. Grób byłego dziennikarza odwiedziły 1 listopada setki, a może nawet tysiące osób, jedna z nich zostawiła Zarzecznemu wiadomość, napisaną własnoręcznie na kartce ze zdjęciem reprezentacji Polski, brzmiała ona tak: „Pablo, chłopaki dotarli tam gdzie chciałeś”, nadawca podpisał się inicjałami „R.L.”.

Po złączeniu dwóch faktów:

  • Inicjały „R.L.” posiada kapitan reprezentacji Polski.
  • Robert Lewandowski kumplował się z Zarzecznym.

Wystarczyło wejść na Twittera i obwieścić, że to właśnie napastnik Bayernu Monachium napisał tą wiadomość. Tak też zrobił, niejaki Kacper Rogacin, ponoć dziennikarz – nie wiem, nie znam… Zrobiło się trochę szumu, całkiem niepotrzebnego, bo takie inicjały posada – ja wiem (?) – pewnie kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Polsce, ale wiadomo – każdy chce się wybić. Wystarczyło, jednak napisać Tweeta „Możliwe, że nadawcą wiadomości pozostawionej na grobie Zarzecznego jest Lewandowski”, a nie tak jak uczynił to pismak polskiego Timesa: „Kartka od Roberta Lewandowskiego na grobie Pawła Zarzecznego. ‚Pablo, chłopaki dotarli tam gdzie chciałeś’ „.

Jednak, żeby nie było, szanuję za to, że chłopak przyznał się do błędu i w kolejnym Tweecie – którego zresztą zobaczy pewnie z milion osób mniej, ale jednak – może i z błędem ortograficznym, ale wszystko sprostował… Ba, pierwszego Tweeta skasował!

Inną sprawą jest to, że jeśli kartkę napisać miałby Robert Lewandowski to pewnie nie koniecznie chciałby się z tego tłumaczyć – nawet swojemu menago…

Jednak, powiedzmy sobie szczerze, nie ma żadnych dowodów choćby na to, że 1 listopada Lewy był na cmentarzu, a raczej wiedzielibyśmy o tym. Pudelek przecież czuwa…

Żeby nie było, zdjęcie, które widnieje jako czołówka tego artykułu zostało zrobione Lewandowskim podczas pogrzebu babci Roberta.

Źródło: Twitter