Wewnętrzny konflikt w Barcelonie! Remotada tym razem niemożliwa?

Jak podaje katalońska telewizja – TV3 obecnie ma miejsce największy kryzys w Fc Barcelonie za kadencji Luisa Enrique. Choć, za czasów gdy Lucho jest szkoleniowcem Dumy Katalonii, trudnych momentów nie brakowało, a jak sięgniemy pamięcią do sezonu 14/15, to przecież i wtedy trener pokłócił się ze swoim podopiecznym – Leo Messim, podobno doszło nawet do szarpaniny! Jednak wspomniana przeze mnie powyżej telewizja mówi, że obecny konflikt między szkoleniowcem, a zawodnikami to kompletnie inny wymiar!

Po ostatnim blamażu przeciwko Juventusowi – Enrique miał być zażenowany postawą swych podopiecznych, a najbardziej rozczarowali go trzej, wydawać by się mogło – jego ulubieńcy! Mianowicie: Pique, któremu w szatni były szkoleniowiec Celty Vigo miał wykrzyczeć, że jego ustawianie się w obronie było fatalne, Mascherano, którego urodzony w Gijon coach Blaugrany winił za stratę dwóch goli. Jednak najbardziej podirytowany Lucho miał być postawą… Neymara! Brazylijczykowi hiszpański trener ponoć wypomniał – raz jeszcze – głupie zachowanie w meczu ligowym przeciwko Maladze oraz to, że głównym zadaniem reprezentanta Canarinhos jest stwarzanie zagrożenia w okolicy pola karnego, a nie „świrowanie w środku boiska”… Jeśli wierzyć doniesieniom hiszpańskich mediów, swoje żale w szatni po przegranej w Turynie wylewali też piłkarze, którzy za porażkę winili głównie… trenera.

Na forum publicznym, podczas pomeczowej konferencji Luis Enrique bohatersko wziął całą winę za porażkę z Juve na siebie, jednak nie ukrywał też, że po porażce z mistrzem Włoch jest mu dużo ciężej wierzyć w awans do kolejnej rundy niż wtedy gdy jego zespół uległ PSG w Paryżu…

Nieważne, czy uważam rezultat za sprawiedliwy. Mecz przypominał mi trzecią połowę meczu z PSG. To straszne i smutne. W pierwszej połowie byliśmy bezsilni, w drugiej zagraliśmy na miarę spotkania. To bardzo trudny dla nas moment. Nie umiałem odpowiednio wyjaśnić piłkarzom taktyki, jestem odpowiedzialny za porażkę na 100%. Mieliśmy okazje bramkowe, ale w dni takie jak ten nie udaje się trafiać. Nie chcę o tym nawet myśleć, ale jutro znów trzeba będzie się podnieść. Musimy strzelić trzy gole, by wyrównać stan dwumeczu i cztery, by awansować. Kiedy moi piłkarze są w formie jesteśmy w stanie to zrobić…

Dziś ciężej jest wierzyć. Nie mam ochoty na rozmowę o przyszłości, nie wiem, co zrobię. Z natury jestem optymistą, ale ja też miewam swoje momenty żałoby. Branie na siebie całej odpowiedzialności wiele mnie kosztuje.

Szczerze powiedziawszy, realnie patrząc na sprawy dwumeczu Barcelona – Juventus, chyba nikt nie odważyłby się postawić dużych pieniędzy na to, że Blaugrana dokona kolejnej remontady. Jeśli taka osoba istnieje to w obecnym momencie nie mogę jej nazwać inaczej niż… szaleńcem! Tak dobrze poukładany zespół jakim jest lider Serie A, nie pozwoli sobie raczej na stratę trzech czy czterech goli – przy czym nie trafiając do siatki, ani razu. Dodatkowo dochodzą konflikty w szeregach Dumy Katalonii, o których wspomniałem powyżej, nic, a nic nie wskazuje na to by Barca była w stanie odwrócić losy tego dwumeczu i awansować kosztem Juventusu do półfinału Ligi Mistrzów…

Dziś Barcelona podejmie na własnym stadionie Real Sociedad, aby zachować już i tak bardzo nikłe szanse na mistrzostwo Hiszpanii musi wygrać z siódmym zespołem w tabeli. Mecze na stadionie dzisiejszego przeciwnika są dla Barcy koszmarem, zostały nawet przez Cules nazwane „Klątwą Anoeta” – jednak na Camp Nou zespół z Sociedad nie zdobył punktów od 22 lat – co stawia w pozycji murowanego faworyta zespół z Katalonii…

 

 

Źródła: TV3, fcbarca.com (cytaty)

Comments

comments