Włochy – Belgia. Miał być wielki hit, a był wielki kit…

Zacznijmy od zestawienia podstawowych jedenastek. I nie ma co się oszukiwać, że Włosi najmocniejszego składu to aktualnie nie mają – przynajmniej w porównaniu do zestawienia Belgów. Tylko w linii obrony Squadra Azzurra mogli się pochwalić teoretycznie lepszymi zawodnikami (Bonucci, Chielini, Barzagli). W dalszych liniach reprezentacja Włoch wyglądała co najwyżej przeciętnie, bo nie ukrywajmy, że nazwiska: Parolo, Eder, Giaccherini czy Pelle wielkiego wrażenia nie robią. Za to Belgowie mają w swoim zestawieniu takie nazwiska jak: Hazard, Lukaku, Courtois, Nainggolan czy Felaini – jak widać różnica kolosalna.

Przejdźmy do tego jak obie reprezentacje prezentowały się na boisku. Posiadanie piłki, co nie może nikogo zaskoczyć było po stronie Belgów – przecież każdy z nas zna styl gry preferowany Squadra Azzurra. Ilość strzałów też była po stronie podopiecznych Marc’a Wilmots’a, ale patrząc na ilość interwencji obu bramkarzy można sobie wyobrazić jak groźne były to uderzenia, bo Buffon na 18 oddanych strzałów w stronę jego bramki musiał interweniować tylko 2 razy! Mecz był tak nudny, że można było zasnąć, chociaż według niektórych (Andrzej Twarowski) mecz był „najlepszym na tym turnieju pod względem przygotowania taktycznego obu zespołów” – moje odniesienie do tych słów? Może pan Andrzej po prostu oglądał inny mecz niż ja…

Comments

comments