Wyszedł z depresji i alkoholizmu, odmówił Realowi, został gwiazdą mundialu | Nieprawdopodobna historia Mario Fernandesa

Reprezentacja Rosji, której przed startem mundialu nie wróżono nawet wyjścia z – bardzo łatwej, na papierze – grupy, sprawiła wszystkim nie lada psikusa, bowiem podopieczni Stasia Czerczesowa zostali zatrzymani dopiero w ćwierćfinale – przez finalistę turnieju, Chorwację, z którą ulegli po heroicznej walce, dopiero w rzutach karnych…

Zachwycamy się Dziubą, Cheryshevem czy Golovinem, ten ostatni ma ponoć trafić do londyńskiej Chelsea, ale, co smutne, w wielu przypadkach zapominamy o gościu, który jeśli chodzi o reprezentację Rosji… po prostu gra najlepiej w piłkę, a do tego – jak reszta – jest nieprawdopodobnie wybiegany.

Mowa o Mario Fernandesie, najlepszym prawym obrońcy na obecnym mundialu. I tak, mimo tego, reprezentacja Rosji doszła ‚tylko’ do ćwierćfinału, z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że to właśnie on był najlepszym skrajnym defensorem na turnieju.

Zapraszam Was do poznania historii, gwiazdy obecnego mundialu, który aby dojść – tu gdzie doszedł – musiał wyleczyć się z depresji i alkoholizmu, w międzyczasie odmawiając gry w Realu Madryt…

***

Cofnijmy się do 2009 roku, wtedy właśnie, wówczas, 19-letni Mario podpisywał swój pierwszy profesjonalny kontrakt – z Gremio, jednym z najlepszych brazylijskich klubów. Super sprawa dla przeciętnego młodego chłopaka, prawda? No jasne, tyle że Fernandes nigdy nie był „przeciętnym chłopakiem” , a czas, w którym to trafiał do profesjonalnego klubu zbiegł się z jego niebagatelnymi problemami zdrowotnymi – 19-latek był wtedy bowiem pogrążony w depresji…

Dzień po złożeniu podpisu na kontrakcie i dogadaniu się z brazylijską potęgą Mario zniknął… Ani rodzina, ani przyjaciele nie wiedzieli co dzieje się z ich bliskim, więc zawiadomili policję, która chłopaka odnalazła… po trzech dniach, kilkaset kilometrów od Porto Alegre (w tym mieście znajduje się siedziba Gremio). Fernandes był wycieńczony i głodny. 19-latek pod wpływem najczęściej spotykanego stanu depresyjnego – samotności, postanowił odwiedzić wuja w Jundiai, miasta położonego ponad tysiąc kilometrów od jego miejsca zamieszkania…

W późniejszych wywiadach piłkarz tak tłumaczył swój czyn: „Niesamowicie tęskniłem za domem, więc pojechałem do wuja. Dlaczego nie poinformowałem o tym klubu? Szczerze mówiąc – nie chcę o tym gadać, powiem tylko, że depresja to naprawdę nie są żarty…”

Kilka tygodni później, po przejściu terapii psychiatrycznej, w psychice młodego chłopaka, po chorobie nie było już śladu, co umożliwiło mu dojście do swojej najlepszej dyspozycji piłkarskiej. Fernandes zaczął więc zachwycać na brazylijskich boiskach.

Mimo, że jeśli chodzi o sprawy piłkarskie, mówiąc kolokwialnie, wszystko grało to, poza nim – już niekoniecznie, bowiem młody Mario wcale nie dbał o dietę, dużo pił, a co za tym idzie, nagminnie odwiedzał nocne kluby.

Jak sam mówi: „Kiedy masz 19-lat, dobrze zarabiasz, mieszkasz samotnie w Porto Alegre możesz ulec pokusom. Ja uległem. Nie będę opowiadał bajek. Bywały miesiące, że jadłem tylko w McDonaldzie, ewentualnie pizzę. Zdarzało się nawet, że przychodziłem pijany na treningi. Kiedy ludzie z klubu dowiedzieli się jak żyję, zostałem wezwany przez włodarzy na spotkanie – dostałem jasny sygnał: od dziś jesz tylko to co przygotuje Ci klubowy dietetyk albo zrywamy kontrakt.”

Mimo tego, że Fernandes zmienił dietę, to nie odpuścił imprez, a kiedy miał tylko wolny dzień od treningów – chodził do klubów nocnych.

Doszło do tego, że  pewnego razu kiedy zawodnicy Gremio otrzymali dwa wolne dni z powodu przerwy reprezentacyjnej, Mario poszedł się zabawić. Niby nic dziwnego, problem jednak w tym, że wówczas został on powołany do reprezentacji Brazylii, a następnego dnia rano, kadra wylatywała na zgrupowanie… Nachlany obrońca – rzecz jasna – nie zdążył na samolot, za co został zawieszony przez rodzimą federację trzyletnim zakazem gry w barwach Canarinhos.

Wszelakie pozaboiskowe występki nie zniechęciły jednak CSKA Moskwa do zakupienia Fernandesa, bowiem sportowo, prawy obrońca przerastał brazylijską ekstraklasę, co najmniej, o głowę… Gremio zażyczyło sobie 15 milionów euro za swego młodego gwiazdora, a rosyjski gigant był w stanie tyle zaoferować, później włodarze CSKA dogadali się z samym zawodnikiem i transfer został dopięty.

Ciekawostką jest to, że usługami Mario Fernandesa był zainteresowany też Real Madryt, jednak Królewscy ofertę za młodego bocznego obrońcę złożyli zbyt późno, wtedy bowiem agent piłkarza był już dogadany z CSKA. W późniejszych wywiadach, boczny obrońca powiedział, że zdawał sobie sprawę o zainteresowaniu Realu Madryt jeszcze przed podpisaniem kontraktu z rosyjską ekipą, jednak z różnych względów zdecydował się na wyjazd do Moskwy, głównym była gwarancja gry.

Tak jak zostało obiecane, Fernandes po przejściu przygotowań z rosyjską drużyną od razu został kluczowym zawodnikiem CSKA. To nic dziwnego, patrząc na potencjał tego chłopaka, dziwne jest dopiero to, że za wyprowadzką z Brazylii poszła też zmiana stylu życia. Mario przestał pić i zaczął zdrowo się odżywiać – prawdziwy przykład profesjonalizmu!

Duży wpływ (jeśli nie największy) na zmianę nawyków Fernandesa miał jego kolega Maicon, który wówczas występował w Lokomotiwie (rywal zza miedzy – CSKA) zaprowadził on bowiem Fernandesa do brazylijskiego kościoła ewangelickiego w Moskwie i to okazało się odmienić tego niesfornego chłopaka…

Prawy obrońca tak mówi o swojej wierze: „Opieramy naszą wiarę tylko na kanonie biblijnym, co nie zmienia faktu, że szanuję wszystkie rodzaje chrześcijaństwa – wszyscy przecież wierzymy w tego samego Boga… Jednak to, że się nawróciłem nie znaczy, że stałem się idealną osobą. Bo nie jestem. Po prostu się zmieniłem.”

Po trzech latach występów w CSKA, w 2015 roku Mario Fernandes znów został powołany do reprezentacji Brazylii, tym razem jednak odmówił przyjazdu na zgrupowanie… Z wdzięczności za to ile dała mu – jako człowiekowi, ale też piłkarzowi – przeprowadzka do Moskwy, defensor chciał pomóc reprezentacji Rosji i to ich hymn zapragnął śpiewać przed spotkaniami międzypaństwowymi.

Zaledwie kilka tygodni po tej deklaracji dyrektor generalny CSKA Roman Babajew załatwił rosyjski paszport Fernandesowi. Ciąg dalszy tej historii chyba już znacie…

Najpierw było pierwsze powołanie od selekcjonera Sbornaja, później wywalczenie sobie miejsca w pierwszym składzie dzięki jedenastu meczom poprzedzającym mundial 2018, aż wreszcie te fenomenalne pięć spotkań na samym turnieju… Dzięki doskonałej grze na Mistrzostwach Świata, mimo nietrafionego karnego w serii jedenastek z Chorwacją wypracował on sobie w Rosji status supergwiazdy…

Chociaż pewien procent brazylijskich kibiców, uważa bocznego obrońcę CSKA za zdrajcę, on sam się tym nie przejmuje, jak sam mówi po przeprowadzce do Moskwy stał się zbyt poważnym i stanowczym człowiekiem, by zajmować się bzdurami…

 

 

 

 

 

 

Źródła: Goal.com, Goal.com Russia

Comments

comments