Zawodowe granie w piłkę wcale nie jest przyjemne!

Alvaro Dominguez – hiszpański środkowy obrońca kilka dni temu ogłosił zakończenie kariery. Nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie to, że „najlepszy stoper Borussi Monchengladbach” miał zaledwie 27 lat. Jeszcze kilka tygodni temu nic na to nie wskazywało, a Hiszpan równie dobrze poczynał sobie na boisku co kiedyś, jednak nikt nie wiedział, że Dominguez po za boiskiem był inwalidą! Zresztą co ja się będę rozpisywał, nikt nie opowie lepiej tej historii niż sam poszkodowany, z którym rozmowy przeprowadzili dziennikarze madryckiej Marci oraz niemieckiego Bilda.

– W lutym 2015 roku zacząłem odczuwać ból w plecach. Każdego dnia się pogłębiał, ale lekarze w zespole zrobili mi badania i poinformowali, że nie powinienem się tym martwić, ponieważ to minie. Na boisku byłem profesjonalistą, ale poza nim sportowym inwalidą. Wracałem do domu, kładłem się do łóżka i umierałem z bólu. Przyjaciele musieli mi pomagać – robić zakupy i gotować. To wszystko doprowadziło mnie do depresji.

– Nikt nie przejmował się moim problemem. Nikt nie oferował mi wizyt u specjalistów. Chciano tylko, abym nadal grał. To było w minionym roku, kiedy przechodziłem rehabilitację. Zespół walczył jednak o trzecie miejsce i byłem mu potrzebny. Zagrałem na prośbę przedstawicieli klubu, ale już po 20 minutach czułem się fatalnie i nie wiedziałem, w jaki sposób dokończę spotkanie. Nie byłem w stanie wykonywać sprintów i skakać. Mimo wszystko zacisnąłem zęby. Po meczu powiedziałem o wszystkim lekarzowi, a on stwierdził, że potrzebuje odpoczynku. Po miesiącu na własną rękę zrobiłem sobie badania w Madrycie, a tam mi powiedzieli, że mam bardzo skomplikowany problem z plecami

– Następie udałem się na wizytę do jednego z najlepszych niemieckich specjalistów. Gdy mnie zobaczył załamał tylko ręce i spytał czy rzeczywiście grałem w piłkę w takim stanie. Zakwalifikował mnie do operacji, ale klub chciał, abym poczekał z nią do Bożego Narodzenia, ale im odmówiłem. Niestety sztab medyczny ekipy Mönchengladbach nie należy do najlepszych. Mówię to, ponieważ chcę, aby wszystko ujrzało światło dzienne. Mam w Niemczech kontakt z dobrymi prawnikami i zastanawiamy się, co możemy teraz zrobić – dodał na koniec Álvaro Domínguez.

Miejmy nadzieję, że o takich sytuacjach będziemy mogli słyszeć co raz mniej, a już w ogóle na tak wysokim poziomie na jakim znajduje się zespół Borussi.

Więc wszyscy, do których dopłynie ten tekst muszą wywiązać się z pewnego nakazu, który Wam wszystkim, czytelnikom „centrum futbolu” narzucam. NIGDY W ŻYCIU NIE BĘDZIECIE ROBILI DLA KOGOŚ (KTO BY TO NIE BYŁ, CZY KTOŚ WAM BLISKI, CZY NAWET PAPIEŻ) CZEGOŚ CO MOŻE ZAGRAŻAĆ WASZEMU ZDROWIU, PAMIĘTAJCIE BOWIEM, ŻE NIKT O WAS NIE BĘDZIE DBAŁ, MUSICIE ZROBIĆ TO SAMI. Tylko to was uchroni przed tym, aby skończyć tak jak wspomniany wcześniej Dominguez, czy ktokolwiek inny, bo przecież takich przykładów są setki.

Comments

comments

Dodaj komentarz